środa, 13 listopada 2019

NOU Eclipse - wyjątkowy zapach dla mężczyzn

NOU Eclipse - wyjątkowy zapach dla mężczyzn
Zbliża się czas szukania świątecznych prezentów, a więc warto przyjrzeć się też wodom toaletowym i perfumom. Nie da się ukryć, że zapachy królują na liście prezentów, zarówno dla mężczyzn jak i dla kobiet. Całkiem niedawno opisywałam wam swój ulubiony zapach marki NOU - czyli Jasmin. Dzisiaj mam dla was recenzję męskiego zapachu Eclipse. Jakiś czas temu mój tato dostał je ode mnie w prezencie. Choć sam zapach jest dość uniwersalny i osobiście uważam, że pasuje mężczyznom w wieku 25+, nie tylko 60+ jak mój tato :)


Eclipse od NOU można powąchać i kupić w Rossmannie. Zatem przed zakupem można samodzielnie sprawdzić jak pachnie, bo przecież sklepy tej sieci są już na każdym roku. A czym pachnie Eclipse?


Nuty zapachowe to: cytryna, liście fiołka, mięta, szałwia, lawenda, morska bryza, cedr, irys i piżmo. Zaraz po pryśnięciu można wyczuć najmocniej nuty kwiatowo-cytrusowe, a zraz potem pojawia się morska bryza, lekko wyczuwalna jest też nutka drzewna w postaci cedru czy piżmo. Zapach jest taki typowy męski, więc osobiście nie polecam go nastolatkom. Moim zdaniem jest to zapach dla dorosłych mężczyzn, choć tu wiek już nie gra roli.


Flakon jest bardzo prosty, łatwy do przechowywania i zawiera tylko potrzebne informacje. Design w męskim stylu. Mój tato bardzo polubił ten zapach, ponieważ czuć, że jest męski, ale jednocześnie jest świeży, nie jest zbyt mocny i duszący, ale czuć go. Właśnie taki typ zapachów wybiera na co dzień. Choć przyznaje to ja najczęściej sprawiam mu takie prezenty. Co ciekawe zapach wyczuwalny jest bardzo długo. Tato używa perfum z samego rana, czyli dla niego jest to 5-6 rano, przed wyjściem do pracy. Kiedy z niej wraca po południu nadal można na nim wyczuć Eclipse. A wystarczy tylko jeden psik, aby zapach został na ciele czy ubraniu! Ta mała buteleczka jest bardzo wydajna. Zapach bardzo spodobał się też mojej mamie ze względu na tę morską bryzę. Mogę więc z powodzeniem powiedzieć, że zarówno tato, jak i mama są zadowoleni z tego zapachu ;)


Jako ciekawostkę wam powiem, że pies też był bardzo zainteresowany tym zapachem. Nie kicha od niego, nie ucieka od ojca, więc Eclipse jest też zaakceptowane przez niego i wąchanie go nie sprawia mu przykrości. A przecież psie nosy są super czułe!




niedziela, 1 września 2019

Suplementy diety Vitter Pure

Suplementy diety Vitter Pure


Suplementy diety są obecnie bardzo popularne. Dużo osób ma niestety niedobory pewnych składników mineralnych w diecie, dlatego potrzebuje suplementów. Dla mnie też jest to sposób na poradzenie sobie z brakami witamin, mikro i makro elementów. Jednak suplement, suplementowi nie jest równy. Przez ostatni miesiąc miałam okazję używać suplementów Vitter Pure, które można znaleźć w formie proszku. Przyznaje jest to dla mnie nowość, ponieważ zwykle takie produkty dostajemy w tabletkach.


Co wyróżnia markę Vitter Pure?
Te suplementy diety w proszku można dodawać do wody, napojów, jogurtów czy nawet jedzenia, pod warunkiem, że produkty te będą co najwyżej ciepłe. Jest to super opcja, zwłaszcza dla osób, które nie lubią smaku witamin, czy w moim wypadku kolagenu i spiruliny. Ponadto produkty te są bez sztucznych wypełniaczy, z naturalnym składem, nie zawierają konserwantów, nie mają cukru w składzie, są bezglutenowe i większość z nich jest odpowiednia dla wegan (oprócz kolagenu).
Najprościej będzie je kupić od producenta, który prowadzi też sklep internetowy z suplementami.


Moje zapasy suplementów
Przyznaje się u mnie priorytetem jest dbanie o odporność organizmu. Jednak bardzo ważne jest też oczyszczanie ciała, dbanie o prawidłową wagę i stawy. Niestety u wszystkich osób w wieku 25 + organizm stopniowo zaczyna produkować coraz mniej kolagenu, który między innymi potrzebny jest stawom i oczywiście też naszej skórze. Dlatego też zdecydowałam się przetestować suplementy diety właśnie pomagające w tych dziedzinach.


WitaminaC w proszku - Bioflawonoidy cytrusowe pozyskiwane z gorzkiej pomarańczy - 640 mg witaminy C i 66,5 mg bioflawonoidów w 1 porcji. Witamina C znana jest ze świetnego działania na rzecz wspierania odporności, ale jest też antyoksydantem.
Morwa biała - Morwę białą stosuje się w celu wsparcia prawidłowego metabolizmu węglowodanów. Jedna porcja dostarcza 1200 mg ekstraktu z liści morwy białej.
Witamina D3 w proszku -Przyczynia się do zachowania zdrowych kości i zębów. Wspiera prawidłowe funkcjonowanie mięśni oraz układu odpornościowego. Jedna porcja
produktu dostarcza 50 μg witaminy D3.


Chlorella w proszkuzielone algi, które oczyszczają organizm i poprawiają jego funkcjonowanie. Stosunek zawartości chlorelli do spiruliny wynosi 1 : 2. Zawiera witaminę C.
Kolagen flex  w proszku - zawiera w swoim składzie kolagen typu II, kwas hialuronowy oraz siarczan chondroityny, a także witaminę C.


Jak stosować suplementy?
W tym przypadku nie jest to trudne. Na stronie producenta można znaleźć nawet przepisy na koktajle, w których składzie są właśnie sproszkowane suplementy. Musicie jednak zwracać uwagę na jedną rzecz: skład. Przykładowo jeśli danego dnia wypiłam już spirulinę i chlorellę, która ma w składzie witaminę C, to nie piłam już samej witaminy, aby nie przesadzić z dawką.

Do każdego suplementu Vitter Pure dołączona jest miarka. Wystarczy wsypać jedną miarkę produktu do jedzenia czy suchego kubka, a potem zalać napojem. Dawkowanie jest bardzo łatwe. Suplementy bierzemy raz dziennie.

Natomiast spirulinę i chlorellę można też stosować jako maseczkę do twarzy! Zwłaszcza pomocna jest w oczyszczaniu cery trądzikowej. Ja mieszam 1/3 miarki z odrobiną wody mineralnej. Lejącą konsystencję nakładam na twarz na 10 minut. Potem spłukuję wodą. Wbrew pozorom w tej wersji zielone algi nie pachną brzydko, więc nie ma problemu z trzymaniem takiej maseczki na twarzy. Efekt? Oczyszczona i gładka cera.

Warto brać suplementy, które najbardziej odpowiadają naszym potrzebom. Nie powinna to być tylko moda, ale wręcz patrzenie na własne zdrowie i potrzeby organizmu.




sobota, 24 sierpnia 2019

Wakacyjne nowości kosmetyczne

Wakacyjne nowości kosmetyczne
Wakacje to nie tylko czas leniuchowania, ale też ogromny test dla naszej pielęgnacji skóry oraz makijażu. Niestety w upalne dni, których w tym roku nie brakowało, potrzebne były dobre filtry, aby nie spalić nosa, ale też przydatna była kolorówka, która podkreślała urodę, a nie pory czy zmarszczki. Co w tym roku wpadło mi w ręce? Bardzo dużo, nowych dla mnie produktów.


Bioderma to marka, której do tej pory nie używałam, ale słyszałam o jej świetnych płynach micelarnych. Tymczasem oprócz jednego z miceli mogłam przetestować delikatny produkt koloryzujący z wysokim filtrem SPF 50. Jak dla mnie wypadł świetnie. Nosiłam go na twarzy całe lato, bo lekko podkreśla kolor cery, tuszuje drobne zaczerwienia i niedoskonałości, a do tego ma dobry filtr i to czuć w słońcu.


Z kolei płyn micelarny w tej miniaturowej butelce mnie urzekł samym wyglądem i tym, jak praktyczna to pojemność. Hydrabio H2O jest naprawdę fajnym płynem, ale nie mam porównania do tego "kultowego" niestety.


Z kolei całkowicie nową marką dla mnie jest Mesoboost i kosmetyki takie jak kolagenowy żel do mycia twarzy 10% kolagenu oraz maseczka odżywiająca także z 10% kolagenu. Żel jest świetny, kiedy chcecie umyć twarz, ale nie chcecie nic mocno myjącego. Z kolei ta maseczka daje efekt wow. Skóra po niej jest cudownie miękka i odżywiona. Minus za drobne krostki, które mi się po niej pojawiają, ale mimo to i tak jej używam.


Lily Lolo to też marka, którą znałam ze słyszenia, ale aż do teraz nie używałam jej produktów. Kosmetyki mineralne jakoś nigdy mnie nie ciekawiły. Jednak zmieniłam zdanie po poznaniu tego rozświetlacza w kolorze szampana i błyszczyka w pięknym beżowawym kolorze. Błyszczyk noszę w torebce na stałe. Jest świetny na pomadkę i na gołe usta. A rozświetlacz bardzo lubię za delikatny, taki dzienny błysk i lusterko.


Jeszcze jedna zupełnie nowa marka do mnie trafiła Solverx  i dwa kremy do twarzy, jeden dedykowany dla kobiet z cerą wrażliwą, drugi do skóry atopowej. Oba pięknie pachną i świetnie odżywiają oraz natłuszczają cerę. I teraz pewnie się pojawi pytanie: ale po co ci te kremy skoro masz cerę mieszaną? No właśnie to, że mam tłuste czoło i nos, nie znaczy, że reszta twarzy też taka jest. Moje policzki czy szyja są wręcz suche, więc potrzebuję mocniej odżywczych kremów na te partie.


I to już wszystkie moje totalne nowości, które miałam okazję poznać w wakacje. Używaliście któregoś z tych produktów? A może jakaś marka też jest dla was nowa?

wtorek, 30 lipca 2019

Recenzja - Nature Queen Suchy olejek z drobinkami złota

Recenzja - Nature Queen Suchy olejek z drobinkami złota
Z czym wam się kojarzy suchy olejek? Dla mnie zestawienie tych dwóch słów razem jest nieco sprzeczne, bo jak olejek może być suchy? A no może. Nature Queen to marka mi dobrze znana i mogę powiedzieć, że używałam już chyba większości ich produktów. Czy trafiłam kiedykolwiek na bubel? Nie :) Dlatego bardzo mnie zaciekawiła nowość dostępna dosłownie od kilku dni, czyli suchy olejek z drobinkami złota.


Opis producenta:
Suchy olejek sprawdzi się w pielęgnacji ciała, twarzy i włosów. Jego zadaniem jest odżywienie, wygładzenie i rozświetlenie skóry oraz włosów, dzięki złotym drobinkom, które mają pochodzenie naturalne. A do tego Suchy Olejek ma chronić skórę przed czynnikami zewnętrznymi oraz nadmierną utratą wody. Szybko się wchłania, nie zostawia uczucia lepkości, ale delikatnie natłuszcza, regeneruje i zapobiega uczuciu ściągnięcia. Do tego wspomaga walnę z cellulitem i rozstępami.


Skład: Macadamia Termifolia Seed Oil, Isopropyl Palmitate, Isohexadecane, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Parfum, Mica, Tocopheryl Acetate, Chamomilla Recutita Flower Extract, Linalool, Benzyl Salicylate, Limonene, Hydroxycitronellal, Alpha-iso-Methylionone, Hexyl, Cinnamal, Citronelloi, Caumarin


Moja opinia:
Faktycznie ten olejek jest suchy, w tym sensie, że szybko wchłania się w skórę i nie zostawia śliskiej warstwy. Jak to robią olejki. Bardzo mi się to podoba, bo naprawdę nie lubię jak mi się ślizga skóra np. jak mam założoną noga na nogę i nagle mi z siebie spadają :D



Olejek ma piękny zapach. Powiedziałabym, że bardziej perfum niż olejków. A do tego ten zapach utrzymuje się bardzo długo. Przed użyciem warto go dokładnie wymieszać, bo drobinek złota czyli miki, jest bardzo dużo. Mika jest minerałem bardzo często używanym w rozświetlaczach prasowanych. Dlatego te drobinki są przyjazne dla skóry, nawet dla twarzy. Są delikatne, nie drapią itd. A zarazem dają piękną taflę.


Ten olejek naprawdę sprawia, że skóra wygląda lepiej. Na włosy próbowałam pryskać z oddali, żeby mieć tylko odrobinę drobinek i na blondzie wygląda naprawdę super. Na opalonej skórze z pewnością będzie wyglądał lepiej niż na mojej w wersji na samoopalacz. Ale cóż ;)

piątek, 26 lipca 2019

NOU Jasmin - kwiatowe perfumy dla kobiet

NOU Jasmin - kwiatowe perfumy dla kobiet
Kiedyś wręcz przepadałam za jaśminem w perfumach, ale któregoś razu kupiłam te "za mocne" i przestałam ich używać. To jednak nie znaczy, że wcale już jaśminu nie lubię! Wręcz przeciwnie. Woda perfumowana NOU Jasmin zaskoczyła mnie delikatnym wcieleniem jaśminu, ukrytym wśród innych, bardziej rześkich nut zapachowych. Ten zapach jest naprawdę bardzo oryginalny. Sama nie spodziewałam się tak "lekkiego i świeżego" zapachu po perfumach z jaśminem w nazwie.


NOU Jasmin pochodzą z serii NOU Flowers. W jej skład wchodzi aż 6 zapachów, które są inspirowane kwiatami rosnącymi w naszych ogrodach. Jeśli chcecie je powąchać, bo opis nic wam nie mówi, są dostępne między innymi w Rossmannie. W Jasmin główne nuty to cytryna, brzoskwinia, kwiat neroli. W nutach serca mamy tytułowy jaśmin, kwiat pomarańczy, wiciokrzew, a w nutach bazy: bursztyn słoneczny i piżmo.


Dla mnie ten zapach jest naprawdę wyjątkową kompozycją. Od razu czuję jaśmin, ale jest on bardzo lekki, nie ma duszącego czy mdłego zapachu. Dzięki temu, że skrywa się między innymi świeżymi nutami jak cytryna, pachnie naprawdę świeżo. Nie jest to typowy zapach wakacyjny, ale w 30-stopniowym upale żaden zapach nie jest odpowiedni:)


Lubię używać tego zapachu w chłodniejsze dni, a na jesień będzie wręcz idealny! Jeśli chodzi o trwałość, to ja go wyczuwam na sobie dobre pół dnia. Pamiętajcie, że każda skóra jest inna i u każdej osoby zapach może mieć inną trwałość.

Buteleczka ma pojemność 50 ml, co dla mnie jest w sam raz. Nie przepadam za dużymi butlami perfum, bo bardzo trudno jest je wykończyć. Ponadto taki flakonik ma śliczny kształt i bez trudu wpasował się na półkę z zapachami. Bardzo ładna jest też szata graficzna. Od razu wiemy, że kupujemy kwiatowy zapach.





piątek, 5 lipca 2019

Usuń raz na zawsze przebarwienia po trądziku – recenzja zestawu Effaclar Duo+

Usuń raz na zawsze przebarwienia po trądziku – recenzja zestawu Effaclar Duo+

Każda osoba, która miała lub nadal ma aktywny trądzik wie, że nie same pryszcze są największym problemem, a przebarwienia po trądziku, które pozostawiają. Krostka może się wygoić w ciągu kilku dni, ale przebarwienia potrafią zostać na wiele miesięcy. Przez ostatni miesiąc używałam zestawu Effaclar Duo +, żelu do mycia twarzy i kremu przeciw niedoskonałością. Spoiler: będę kontynuować ich używanie. Dlaczego? Już wam mówię o efektach.


Na początku chciałabym jeszcze przypomnieć jaką mam cerę. Mimo, że bliżej mi do 30. niż do 20. nadal pojawiają mi się ropne krostki, ale też różne mniejsze i większe czerwone gule – głównie spowodowane jakimś składnikiem w kosmetyku, który mojej cerze nie pasuje. Mam cerę mieszaną, przy czym strefa T jest bardzo tłusta, a policzki i skóra pod oczami jest bardzo sucha. Dlatego trudno jest mi dobrać jeden, jedyny krem do twarzy.


Effaclar Duo+ - krem na przebarwienia po trądziku

Producent obiecuje: zwalczanie niedoskonałości i przebarwień po trądziku, a także zapobieganie nawrotom. Krem ma nawilżać i matować skórę. Pierwsze efekty widoczne mają być po 12 godzinach, a po 8 dniach można zauważyć redukcję niedoskonałości i przebarwień.
W składzie można znaleźć między innymi: ceramid procerad ™, mannozę, APF, niacynamid, pirocton olaminy, lipohydroksykwas i cynk.


Moja opinia:
Zacznijmy od opakowania. Zgrabna tubka, która mieści 40 ml produktu, który po otwarciu ma ważność 12 miesięcy. Dziubek – aplikator jest bardzo wygodny i można sprawnie dozować tyle, ile chcemy. Biorąc pod uwagę zużycie po miesiącu, myślę, że wystarczy mi kremu spokojnie na dwa kolejne. Zatem wydajność ma bardzo dobrą.

Nakładam ten krem na całą twarz rano, a wieczorem używam go miejscowo na aktywne krostki lub przebarwienia. Twarz po nim jest lekko nawilżona, przyjemna w dotyku i gładka. Ma lekko pudrowe, a na pewno matujące wykończenie. Świetnie sprawdza się też pod makijaż.

Najważniejsze są jednak efekty prawda? Otóż krem działa! Już po 1 dniu zauważyłam, że uporczywa krostka zaczęła się zmniejszać. Co prawda od czasu do czasu coś mi wyskoczy, ale to głównie moja wina, bo czasem używam zbyt dużo kosmetyków albo za często je zmieniam i wyskakują mi małe problemy. Ten krem łagodzi stany zapalne, sprawia, że szybciej się goją i faktycznie przebarwienia po trądziku znikają. Co prawda tutaj trzeba czekać kilka dni na pierwsze efekty, ale po miesiącu moja cera jest zdecydowanie bardziej jednolita i nie mam aż tak widocznych plam.

Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o usuwaniu przebarwień po trądziku polecam tę stronę www.laroche-posay.pl/artykul/blizny-potradzikowe-jak-pozbyc-sie-blizn-i-przebarwien-potradzikowych/a31493.aspx


Effaclar oczyszczający żel do mycia twarzy

Producent obiecuje: dokładne oczyszczenie cery trądzikowej i wrażliwej. Nie wysusza skóry, ale działa sebo-regulująco, dzięki czemu ogranicza przetłuszczanie się cery i jej błyszczenie.


Moja opinia:
Bardzo często można kupić mini żel 50 ml w zestawie z kremem i mocno polecam polować na taki komplet. Ta pojemność żelu wystarczy na długo, ponieważ wystarczy dosłownie kropla wielkości ziarnka grochu, aby umyć całą twarz. Zamknięcie z korkiem na klik jest praktyczne. Nic się nie wylewa.


Sam żel po rozpienieniu z wodą daję taką lekką pianę. Jest gęsta, ale napowietrzona. Bardzo fajnie się sprawdza do mycia twarzy i łatwo ją spłukać wodą. Efekt jest widoczny już po pierwszym myciu. Cera oczyszczona, aż skrzypiąco czysta, ale nie jest ściągnięta czy przesuszona.

Podsumowując mogę powiedzieć, że te kosmetyki faktycznie spełniają obietnice producenta. Jeśli nadal macie problem z trądzikiem czy przebarwieniami, albo nawet okazjonalnie coś wam wyskakuje z powodzeniem Effaclar Duo + sobie z tymi problemami poradzi.








czwartek, 4 lipca 2019

Recenzja - Efektima hydrożelowe płatki pod oczy

Recenzja - Efektima hydrożelowe płatki pod oczy
Płatki hydrożelowe pod oczy to świetny wynalazek, którego używam już od lat. To świetny sposób, aby pozbyć się drobnej opuchlizny, worków pod oczami po nieprzespanej nocy czy dopełnić domowy zabieg SPA robiąc sobie maseczkę. Marka Efektima ma w swojej ofercie bardzo dużo rodzajów takich właśnie płatków. A co ciekawe, można je schładzać w lodówce, aby podczas pracy pod oczami oddawały chłód i jeszcze lepiej działały na niwelowanie worków czy cieni. Używałam w ciągu ostatniego miesiąca trzech rodzajów płatków Efektima i muszę przyznać, że są bardzo fajne.



Hialu-rose 

Zawierają: olej z kwiatów róży, kwas hialuronowy, witaminy B3, C, E, D-panthenol, wyciąg z nasion winogron. Ich zadaniem jest przeciwdziałać zmarszczkom i workom pod oczami oraz rozświetlać skórę.



Gold and collagen

Zawierają: złoto, kwas hialuronowy, kolagen, heparynę, witaminy B3, D, E, ekstrakt z owoców winogron. Mają działać przeciwzmarszczkowo i ożywiać zmęczoną skórę.



Snail and vitamin C

Zawierają: ekstrakt ze śluzu ślimaka, witaminę C, kolagen, kwas hailuronowy, proteiny soi. Ich zadaniem jest redukować cienie pod oczami i zmarszczki.



Moja opinia:

Każdy rodzaj płatków ma taką samą wielkość. Dobrze leżą pod oczami, nie ślizgają się, mimo że leżakują w dużej ilości płynu. Żaden z płatków czy też płyn, w który były mnie nie podrażnił. Ogólnie zawsze najbardziej lubiłam płatki ze złotem i takie też kupowałam.

W sumie z każdych płatków jestem zadowolona. Różowe, czyli hialu-rose naprawdę świetnie rozświetlają skórę. Może to przez te drobinki? Złote czy te ze ślimakiem też dobrze się sprawdziły na zmęczoną skórę, po całym dniu siedzenia przy komputerze. Zauważyłam, że po stosowaniu płatków nie mam opuchlizny, a cienie są mniejsze. Mimo, że płatki różnią się składnikami aktywnymi, to w mojej opinii każdy rodzaj działa tak samo dobrze. Odświeżają skórę pod oczami. Świetnie sprawdzą się rano, ale i po ciężkim dniu.


Zdradzę wam jeszcze tip: nakładajcie płatki pod maseczkę w płachcie! Dzięki temu macie domowe SPA i na delikatną skórę pod oczami i na całą twarz. Mi się też zdarza nakładać płatki i maseczkę typu peel off. Tych zmywalnych niekoniecznie jest sens używać z płatkami, ponieważ zmywając maseczkę zmyjemy sobie też esencję z płatków.

środa, 26 czerwca 2019

Większe usta bez kłucia

Większe usta bez kłucia
Pełne, duże usta są dziś bardzo pożądane. Dbając o nasz wygląd mamy wiele rozwiązań, które mogą pomóc nam w dążeniu do upragnionego wyglądu. Medycyna estetyczna proponuje masę rozwiązań, jednak nie każda chce tak drastycznie ingerować w swoje ciało dla lepszego wyglądu. Nic jednak straconego. W domu, swoimi sposobami same możemy popracować nad wyglądem naszych ust. Oto zestawienie kilku rozwiązań.


Makijaż
Pierwszym z pomysłów na pełne usta jest odpowiednie ich umalowanie. Jest to metoda dla fanek mocnych szminek, jak i delikatnych kolorów. W makijażu ust ważne jest podkreślenie ich konturu, który nie zawsze jest idealny. Należy zacząć od delikatnego nałożenia podkładu lub korektora wokół ust. Ważne, aby nie użyć zbyt dużo produktu. Aby tego uniknąć, warto użyć beaty blendera, który został użyty przy nakładaniu podkładu na twarz. Tak przygotowane usta możemy wykonturować kredką w wybranym przez nas kolorze szminki, którą nałożymy później. Kredką rysujemy symetryczne obramowanie ust delikatnie nad ich naturalnym kształtem. Tak subtelne ich powiększenie da nam wymarzony efekt. Jeśli nie planujemy używać szminki, można zastosować kredkę w kolorze beżu, a usta pomalujmy zwykłym błyszczykiem lub pomadką. Błyszczyk sam w sobie daje efekt powiększenia, dlatego pomadki z mieniącymi się drobinkami są jak najbardziej wskazane.

Poranna higiena
Usta można powiększyć w bardzo szybki i łatwy sposób wykonując podstawowe czynności porannej toalety. Kończąc mycie zębów poświęćmy minutkę na masaż naszych ust szczoteczką. Pozostałości pasty delikatnie szczypiąc sprawią, że usta delikatnie opuchną i poczerwienieją, przy czym szczoteczką usuniemy suchy naskórek. Efektem będą gładkie, pulchniejsze usta, które posmarowane zwykłą pomadką ochronną będą wyglądały pięknie. Nawilżenie jest podstawą w zadbaniu o dobrą kondycję naszych ust.

Kuchenne rewolucje
Pisano już o tym, że w kuchennych szafkach możemy zaleźć wiele produktów zastępujących nasze kosmetyki. Jeśli chcemy powiększyć nasze usta możemy skorzystać z podstawowych przypraw, takich jak chilli, kardamon, cynamon, czy pieprz. Łącząc je z wazeliną stworzymy pomadkę powiększającą, która podrażniając skórę warg sprawi, że zostaną one bardziej ukrwione, czyli uwydatnione i naturalnie zaczerwienione.

Co jeszcze...?
Aby być zadowolonym ze swojego wyglądu, trzeba przede wszystkim dbać o całokształt. Nawilżona i zdrowa skóra jest podstawą dobrego wyglądu, pamiętajmy o regenerującym śnie i wystrzegajmy się fanatycznego zafiksowania. Akceptując siebie takie, jakie jesteśmy zyskamy wewnętrzne piękno i pewność siebie, a to upiększy nas najbardziej. Jeśli jednak chcemy się zdecydować na zabieg to więcej można przeczytać o nim tutaj: https://drparadowska.pl/zabiegi/wypelniacze/

środa, 12 czerwca 2019

Recenzja - NC Nails Company seria SPA

Recenzja - NC Nails Company seria SPA
Większość osób, w tym ja zna Nails Company z lakierów hybrydowych do paznokci. Jednak w serii SPA można znaleźć mnóstwo balsamów do ciała i kremów do rąk. I właśnie je miałam okazję ostatnio przetestować. Co mnie skusiło? Nie ukrywam, że perfumowane zapachy i błyszczące drobinki były atutem tych kosmetyków. Wszystkie kosmetyki, w tym lakiery możecie kupić na stronie firmy: https://nailscompany.eu/


Perfumowane balsamy do ciała

Latem balsamy do ciała schodzą u mnie jak woda. Zimą aż tak szybko mi ich nie ubywa, choć powinno być na odwrót. Skusiły mnie dwa balsamy.

The ONE - balsam zawiera witaminę E i olej winogronowy. Ma działać kojąco na podrażnienia, zapobiegać wysuszeniu skóry, nawilżać, natłuszczać,  poprawiać elastyczność i jędrność skóry. Zapach jest inspirowany perfumami Paco Rabane Lady 1 million.

Moja opinia:
Nigdy nie miałam tych perfum, więc nie wiem jak pachną, ale zapach jest naprawdę przyjemny. Takich prawdziwie kobiecych perfum, ale nie słodkich i nie za mocnych, ale dość eleganckich. Nie boli od niego głowa, ale utrzymuje się całkiem długo.

Sam balsam jest naprawdę świetny na lato! Rozprowadza się szybko, wchłania się szybko i nie klei się. Skóra jest fajnie nawilżona i faktycznie wygląda dobrze. Powiedziałabym, że jest to balsam do skóry normalnej. Bardzo suche łokcie czy kolana wymagają podwójnej dawki, ale nadal nawilżenie ich jest możliwe.

Balsam znajdziecie tutaj: https://nailscompany.eu/produkt/balsam-do-ciala-the-one/


Summer Felling z drobinkami - tutaj też głównymi składnikami pielęgnującymi są witamina E i olej winogronowy. Również ma nawilżać i natłuszczać, oraz chronić skórę przed wysuszeniem i zbyt szybkim starzeniem. Powinien ujędrniać, nadawać elastyczność i zostawić uczucie miękkiej skóry. Posiada drobinki rozświetlające skórę. Zapach inspirowany jest perfumami Escada Taj Sunset.

Moja opinia:
Tutaj również nie znam tych perfum, ale zapach jest idealny na lato! Dość słodki, ale lekki. Kolejny, po którym nie boli głowa. Jak koktajl owocowy z cukrem. Bardzo mi przypadł do gustu.

Działanie balsamu też oceniam bardzo dobrze. Skóra jest gładka, miękka, elastyczna i nawilżona. Na łokcie i kolana faktycznie warto nałożyć trochę więcej. I ten balsam nie zostawia lepiącej się warstwy, a wchłania prawie do zera. Natomiast drobinki to magia, której nie umiem uchwycić na zdjęciu :) Jest ich mnóstwo, ale są bardzo małe!  Świetnie wyglądają zwłaszcza na opalonej skórze (u mnie na samoopalacz). Jednak trzymają się mocno. Nawet noszenie legginsów ich nie starło z nóg, a ręce po nakładaniu trzeba bardzo dokładnie umyć, ponieważ drobinki lubią na nich zostać. Nie uważam tego za wadę, ale ostrzegam, że trzymają się mocno.

Balsam jest pod tym linkiem: https://nailscompany.eu/produkt/balsam-do-ciala-summer-feeling-z-drobinkami/


Pachnące kremy do rąk

Mam dwie wersje zapachowe Rebellion i Success. Oba kremy zawierają masło shea czy panthenol. Mają pielęgnować dłonie, zapewniać uczucie komfortu, działać kojąco na podrażnienia czy zwiększyć elastyczność.


Moja opinia:
Jak dla mnie kremy różnią się tylko zapachem :) Rebellion jest inspirowany Manifesto Elixir, a Success Olympeą. Bardzo dobrze się wchłaniają. Nie zostaje na dłoniach lepka warstwa, czego nie znoszę. A jednak działają. Nawilżają, ale nie sprawiają że dłonie są nagle śliskie czy tłuste. Można spokojnie nakremować ręce i za chwilę dalej pracować. Poziom nawilżenia jest na tyle dobry, że nie mam już problemu z suchymi kostkami.

Znacie te produkty? A może kojarzycie markę tylko po lakierach hybrydowych do paznokci?


wtorek, 28 maja 2019

W trosce o włosy farbowane

W trosce o włosy farbowane
Każdy, kto poddaje włosy koloryzacji, chciałby cieszyć się jej efektami jak najdłużej. Tymczasem często zdarza się, że kolor szybko się wypłukuje i blaknie, a kondycja włosów pozostawia wiele do życzenia. Na szczęście można tego uniknąć. Najważniejsze jest to, aby do koloryzacji i pielęgnacji farbowanych włosów wybrać odpowiednie produkty. Zacznijmy od początku, czyli od farby.


Farby do włosów
Farby do włosów, w niezliczonych kolorach można znaleźć już nie tylko na półkach profesjonalnych salonów fryzjerskich. Dostępne są w drogeriach, sklepach internetowych, a nawet sklepach wielobranżowych. Niestety, wiele z tych farb nie jest godnych nawet Twojego spojrzenia. Po ich zastosowaniu, zamiast cieszyć się nowym, pięknym kolorem, będziesz pilnie poszukiwała sposobu na regenerację włosów. Farbą, którą z czystym sumieniem mogę polecić jest Loreal Majirel.

Loreal Majirel
Jest to seria farb w kremie do trwałej koloryzacji. Paleta kolorów jest niezwykle bogata – zawiera blondy, brązy, beże, opalizujące fiolety, popiele, czerwienie, a także odcienie miedziane i złociste. Bez wątpienia każdy znajdzie w niej kolor idealny dla siebie. I choć to bardzo ważne, to nie najważniejsze. Przede wszystkim farby te pozytywnie wpływają na kondycję włosów. Jak to możliwe? Dzięki zaawansowanym technologiom Ionene G i Incell. Wzmacniają spoiwa międzykomórkowe wewnątrz włókien włosów. Odżywiają kosmyki i uodparniają je na uszkodzenia. Co więcej, farby Majirel skutecznie maskują siwe włosy.

Pielęgnacja po koloryzacji
Pielęgnacja po koloryzacji jest niezwykle ważna. Odpowiednie kosmetyki pomagają włosom wrócić do dobrej formy, a także wpływają na intensywność i trwałość efektów zabiegu. W tym miejscu chciałabym podzielić się z Wami moim nowym odkryciem. Jest nim seria kosmetyków Biolage R.A.W. Color Care.

Biolage R.A.W. Color Care
Kosmetyki te wychodzą naprzeciw wszystkim potrzebom farbowanych włosów. Dzięki nim nie musisz przejmować się negatywnymi konsekwencjami zabiegów chemicznych. Receptury tych produktów oparte są na oleju kokosowym, oleju sojowym i z rośliny limnanthes. Dzięki nim włosy zyskują optymalny poziom nawilżenia i intensywne odżywienie. Są chronione przed destrukcyjnym działaniem wolnych rodników i innych czynników zewnętrznych. Kosmetyki te pozytywnie wpływają także na efekty koloryzacji – intensyfikują je i przedłużają. Włosy są idealnie gładkie, miękkie w dotyku i lśniące.
Na wyjątkowość produktów Biolage R.A.W. Color Care wpływa także to, że w 86-98% składają się z substancji pochodzenia naturalnego, nie zawierają silikonów, parabenów i sztucznych barwników, a ich formuły są biodegradowalne w ponad 90%. Opakowania kosmetyków Biolage R.A.W. wykonane zostały z recyklingowanego plastiku.

Nie przepłacaj
Profesjonalne kosmetyki są ogólnodostępne, jednak nie warto przepłacać. Dlatego ja polecam zakupy internetowe. A konkretnie sklep z sklep z kosmetykami Ogalo.pl. Bogaty asortyment i bezkonkurencyjne ceny zachęcają do zakupów.

poniedziałek, 6 maja 2019

Recenzja - Nowości marki Efektima peelingi w saszetkach i mus do mycia ciała

Recenzja - Nowości marki Efektima peelingi w saszetkach i mus do mycia ciała
Peelingi do ciała to jak dla mnie muszą być mocne zdzieraki. Nie używam ich często, ale jak już zrobię peeling chcę poczuć, że mam cudownie gładką skórę. A z drugiej strony nie chcę, aby była sucha lub "podrapana". Nowością dla mnie są peelingi Efektima w wygodnych saszetkach po 30 ml.  Ogólnie dostępne są cztery wersja. Ja używałam dwóch: sól i awokado oraz cukier i czarnuszka. Jak się sprawdziły? Mus do mycia ciała to także dla mnie nowość. Pianki, żele, olejki - wszystko to miałam, ale mus gości u mnie pierwszy raz. Czy go lubię?


Efektima peeling do ciała sól i olej z awokado

Pierwszy raz używam peelingów w saszetkach, ale jest to bardzo wygodne rozwiązanie! Po pierwsze taki peeling można wziąć ze sobą w podróż. A przecież dopiero co skończyła się Majówka, więc pewnie sporo osób musiało kombinować próbki i odlewki, aby zabrać ze sobą zdzierak. I po co? Wystarczy kupić zgrabną i wydajna saszetkę. Saszetki mają 30 ml pojemności, co naprawdę wystarcza na całe ciało. Po rozcięciu saszetki w środku na ściankach zostaje całkiem sporo produktu, więc warto nie tylko go wycisnąć, ale i rozciąć całkowicie, aby wydobyć całość.


Producent obiecuje nam po prostu wygładzenie ciała przez peelingujące drobinki soli oraz przywrócenie jej komfortu olejem z awokado. I tak też się dzieje. Jednak myślałam, że zapach będzie przywodził na myśl maślane awokado, a tu niespodzianka, ponieważ jest bardziej rześki, trochę cytrusowy.


Sam peeling ma konsystencję gęstej pasty, ale po rozmasowaniu na skórze olej się roztapia, a sól zaczyna wydobywać. Jest to bez wątpienia mocny zdzierak! Ponadto soli nie można nakładać na zmienione chorobowo miejsca czy ranki, a nawet na skórę po depilacji, bo będzie piekło. 


Ten peeling naprawdę mocno zdziera, ale nie zostawia czerwonych śladów na skórze. Sama skóra jest po nim przyjemnie gładka i lekko natłuszczona. Na plus jest to, że nie muszę po nim używać balsamu, ale też sam olej nie zostaje na skórze jako gruba warstwa, a raczej bym powiedziała, że się w nią wtapia i odżywia ją. Skóra ma ładny połysk, ale warstwa oleju nie jest mocno wyczuwalna. Nie przenosi się na ubrania! Ogólnie bardzo mi przypadł do gustu ten peeling.

Efektima peeling do ciała cukier i olej z czarnuszki

I ten peeling zamknięty jest w saszetce. Także w tym przypadku warto ją rozciąć, aby wybrać produkt ze ścianek wewnętrznych, do którego się przylepia. Poza tym nie ma żadnego problemu z jego stosowaniem czy choćby wyciskaniem z saszetki, bo to idzie sprawnie.


Przy tym peelingu producent obiecuje nam natychmiastowy komfort dla skóry, wygładzenie, nawilżenie i natłuszczenie. Zgadzam się z tym. I muszę przyznać, że peelingi cukrowe lubię bardziej niż solne, choć przy porównaniu tych dwóch mam wrażenie, że solny działa silniej.


Zapach jest dla mnie zagwostką. Jest słodkawy, ale nie pachnie jak cukier. Niestety nie wiem jaki aromat ma olej z czarnuszki, ale może to być to? Tutaj konsystencja jest bardziej płynna niż pasta solna z peelingu powyżej. Do tego granulki cukru są lepiej widoczne i lepiej wyczuwalne, ale też jakby były mniej ostre? Sam peeling działa świetnie! Usuwa naskórek, wygładza i nie powoduje pieczenia (jak sól gdy trafi się na rankę). Jednak jest nieco mniej silny niż peeling solny, co jest też plusem! Jeśli macie normalną w kierunku delikatnej skórę lub drobne ranki czy robicie peeling po depilacji, to ta wersja będzie bardziej odpowiednia! Też lekko natłuszcza skórę, ale olej nie przenosi się na ubrania, ani nie zostawia warstwy, która by nam przeszkadzała. Nie mam potrzeby nakładać balsamu.


Podsumowując oba peelingi działają jak producent je reklamuje. Są to mocne zdzieraki, które doprowadzą skórę do gładkości raz dwa, a dzięki zawartości olei pielęgnują i odżywiają. Skóra jest nie tylko gładka, ale też miękka i lekko natłuszczona. Poza tym oba pięknie pachną i ten zapach zostaje na jakiś czas na skórze.

Efektima myjący mus do ciała ekstrakt z malin i olej ryżowy

Musu do ciała używam pierwszy raz. Dlatego też byłam bardzo ciekawa co to jest! Jeśli śledzicie mój IG @n.o.kosmetykach to mogliście zobaczyć unboxing paczki z cudami od Efektimy i moje zachwyty nad zapachem i konsystencją tego musu. Tutaj producent nam obiecuje rozpieszczenie zmysłów. I poniekąd się zgadzam. Ale uwaga: zapach może być mylny, bo przywodzi na myśl tak mocno gumę balonową, że obawiam się, iż ktoś mógłby go serio zjeść!


Mus zamknięty jest w plastikowym, odkręcanym opakowaniu o pojemności 200 ml. Kolor jak widać piękny i różowy. Zapachu nie widać, ale dla mnie to jest dosłownie guma balonowa! Bardzo mi się podoba i co ciekawe zostaje na skórze po myciu. Jeśli nie używa się potem balsamu czy perfum.


Jako myjadło sprawdza się nieźle. Powiedziałabym, że jest delikatny. Lekko się pieni i nie zostawia uczucia suchej skóry, wręcz przeciwnie skóra jest normalna i przyjemna w dotyku. Jedynie wydajność nie należy do najlepszych, ale to może być też plus! Jeśli szybko zużyjemy mus, to zapach nam się nie znudzi :)




Copyright © 2016 N. o kosmetykach , Blogger