czwartek, 7 czerwca 2018

Dlaczego należy stosować kosmetyki z filtrem?

Zwykle latem, kiedy czujemy na skórze palące słońce przypominam nam się o tym, że dobrze jest kupić balsam do ciała z filtrem UV. A właściwie przypominają nam o tym wystawki w drogeriach, bo dopiero w okolicach maja pojawiają się w nich nowe gamy produktów do opalania oraz osobne standy z takimi kosmetykami. Coraz częściej też kremy na dzień czy podkłady mają już w sobie SPF. Jednak błędny jest pogląd, że filtrów należy używać tylko w lecie lub w słoneczne dni. Tak naprawdę przez cały rok promieniowanie słoneczne do nas dociera i może nam zaszkodzić.


Jaki SPF?
SPF to wskaźnik ochrony przeciwsłonecznej. Im wyższy, tym wyższa jest też ochrona. Zwykle na kosmetykach w Europie można znaleźć SPF od 2 do 50. Kiedyś widziałam jeszcze SPF 100, ale to było chyba na ebay i dotyczyło jakiegoś azjatyckiego kosmetyku.

Zacznijmy od tego, że błędne jest twierdzenie, że jak nałożę krem SPF 10, a na to jeszcze nałożę podkład SPF 15 to będę miała SPF 25... będziesz miała co najwyżej SPF 15, o ile produkty nie zawierają składników, które się wzajemnie niwelują. Serio nadal spotykam się z taką teorią ;)

W Polsce wysokość SPF zwykle dopasowuje się do typu karnacji. Jest to bzdurą, bo i osoby o bardzo ciemnej karnacji mogą doznać poparzeń słonecznych czy zachorować na raka skóry. Ale ogólnie warto wiedzieć, że wskaźnik SPF oznacza stosunek ilości promieniowania UV powodującego oparzenia przy użyciu filtra do ilości promieniowania UV powodującego oparzenia przy braku filtra. Brzmi skomplikowanie wiem. Ale np. zastosowanie SPF 20 oznacza, że do oparzenia dojdzie po 20-krotnie dłuższym czasie w porównaniu do wyjścia na słońce bez żadnego filtra.

Tabelka wskaźnika SPF w ujęciu procentowym ochrony jaką zapewnia wygląda tak:

  • SPF 2 – chroni skórę przed ok. 25–30% promieniowania, 
  • SPF 4 – chroni skórę przed ok. 50% promieniowania, 
  • SPF 10 – chroni skórę przed ok. 85% promieniowania, 
  • SPF 15 – chroni skórę przed ok. 93–96% promieniowania,
  • SPF 25 – chroni skórę przed ok. 96% promieniowania,
  • SPF 30-50 – chroni skórę przed ok. 98% promieniowania, 
  • SPF 50+ – chroni skórę przed ok. 98,5–99,5% promieniowania.
Oznacza to, że i tak nie uzyskamy 100% ochrony przed szkodliwym promieniowaniem UV.


UVA, UVB, PA co to jest?
Już wiemy, że SPF to wskaźnik ochrony przeciwsłonecznej i im wyższy tym lepiej. Teraz przejdźmy do innych zagadkowych skrótów. Wyróżniamy trzy rodzaje promieniowania UV: UVA, UVB i UVC, które co do zasady jest blokowane przez warstwę ozonową. Z kolei te dwa inne rodzaje stanowią 5% promieni słonecznych docierających do ziemi, co nie oznacza, że są niegroźne.

UVA to promieniowanie docierające do ziemi przez cały rok, nawet gdy na niebie są chmury. Stanowi 95% promieniowania ultrafioletowego obecnego na ziemi. Ten rodzaj promieniowania nie parzy skóry, ale jest odpowiedzialny za tworzenie się wolnych rodników. Mówiąc w skrócie sprawia, że skóra starzeje się szybciej, można dostać alergii na słońce, zaburzeń pigmentacji, przebarwień czy nawet choroby nowotworowej skóry.

Z kolei UVB odpowiada za brązowienie skóry i ewentualne oparzenia. Uwierzcie mi oparzenia skóry takie jak wodne bąble, zaczerwienienie, opuchlizna, schodzenie skóry nie są niczym przyjemnym. Tak, dokładnie zgadliście też mi się to przytrafiło, bo nie posmarowałam się filtrem. I to dosłownie po kilku godzinach chodzenia po górach... a nawet nie. Po prostu właziłam na górkę, gdzie był zamek i mnie trafiło.

PA to oznaczenie dobrze znane z koreańskich kosmetyków. Coraz więcej osób w Polsce ich używa, więc warto wiedzieć, że wskaźnika PA oznacza ochronę przed promieniami UVA. Im więcej plusów np. PA+++, tym lepiej.

Większość kosmetyków z filtrami chroni przed poparzeniem promieniami UVB, ale już nie przed UVA. Dlatego warto czytać co jest napisane na opakowaniu kosmetyku i zadbać o to, aby chronił i przed UVA i przed UVB.


"Nie opalę się z filtrem!"
Tak i nie. Znam osoby, które mają z natury ciemną karnację i nałożenie filtrów np. SPF 50 powoduje, że się nie opalą. Ale ja z moją super jasną karnacją potrafię strzaskać się w filtrze SPF 45 na brzoskwinię. Dlatego uważam, że to zależy od karnacji i indywidualnych predyspozycji. Jednak ogólnie nawet nakładając krem z filtrem nie blokuje się "opalenizny". Oczywiście pojawia się ona później, opalenie skóry zajmuje więcej czasu, ale u wielu osób, w tym u mnie, ona się na skórze pojawi.

Obecnie w drogeriach można znaleźć nowy produkt do opalania od Nivea - Sun Protect & Bronze SPF 50, który nie tylko chroni skórę, ale też przyspiesza opalanie. Niestety jeszcze go nie kupiłam, choć jest nawet w Biedronce za ok. 30 złotych. Jeśli ktoś już używał proszę podziel się opinią w komentarzu :)

Jak używać filtrów, gdy nosi się makijaż?
Przede wszystkim podkład z filtrem to za mało. Owszem czasem można spotkać zwłaszcza w koreańskich BB wysokie filtry jak SPF 30-45, ale większość kosmetyków kolorowych ma SPF 6-15. Dlatego warto najpierw nałożyć krem z filtrem, a dopiero po jego wchłonięciu podkład i resztę makijażu.

Problematyczne jest to, że kosmetyk z filtrem trzeba aplikować co 2-4 godziny, czasem częściej, jeśli np. mocno się pocimy lub pływamy. W wypadku makijażu można pokusić się o zrobienie sobie własnego cushion'a z kremem z filtrem i po prostu wklepaniu warstwy filtrów na już obecny makijaż. Możecie wykorzystać do tego nowy, pusty cushion lub zużyty już, ale dobrze umyty i nową gąbeczkę. Do pojemniczka wlewamy krem z filtrem i nasączamy nim gąbkę, a potem używamy jak normalnego cushiona, czyli zewnętrzną gąbeczką naciskamy na gąbkę z produktem, a potem wklepujemy go w twarz. Można też dostać mgiełki z SPF, więc i to może być korzystnym rozwiązaniem. Jednak to, że nosimy makijaż wcale nie może być wymówką ;)


Moją osobistą preferencją są azjatyckie sun blockery z ochroną co najmniej SPF 45, a najlepiej 50 i PA+++. Jednak oczywiście zdarza mi się kupować balsamy czy kremy do twarzy i w polskich drogeriach, bo coś mi się kończy. I wiecie co? 99% produktów z SPF 50 ma oznaczenie "produkty dla dzieci". Jak coś takiego widzę to mnie trafia, bo wiem, że przez to dorosłe osoby nie kupią takiego kosmetyku, bo przecież im taki wysoki filtr nie jest potrzebny... Podsumowując filtrów używamy cały rok dla zdrowej skóry i oszczędności. Tak, tak krem z filtrem jest tańszy niż dobry krem przeciwzmarszczkowy :)

11 komentarzy:

  1. Bardzo wyczerujacy wpis, ja rowniez filtrow uzywam caly rok :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Trochę czasu mi zajęło napisanie tego ;)

      Usuń
  2. Dla mnie filtr SPF50 to podstawa i nie wychodzę bez niego z domu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam wszystko od SPF 6 do 50, ale łapie co mam pod ręką, byle by tylko jakaś ochrona była ;)

      Usuń
  3. Aktualnie mam krem spf30 z Bielendy i jestem zadowolona 😎

    OdpowiedzUsuń
  4. O bardzo ciekawy artykuł. Idę dziś kupić filtry i na pewno poczytam czy chroni przed wszystkim o czym napisałaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam sprawdzić, bo nie zawsze jest to napisane od razu na przedniej części opakowania ;)

      Usuń
  5. Bardzo fajny i pożyteczny wpis.
    Ja przez to swoje upiorne uczulenie przez cały rok jestem skazana na takie kosmetyki ☺
    Pozdrawiam
    Lili

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak to już jest przesada być uczulonym na słońce ;)

      Usuń
  6. Kosmetyki O3Zone www.o3zone.pl/" oferują zdrowotne właściwości, wszystko dzięki ozonowi! Warto zainwestować.

    OdpowiedzUsuń

Komentując posty na blogu wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych, które są między innymi wykorzystywane w analizie statystyk poprzez Google Analytics, Google AdSense i technologię Blogger.

Blog nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w plikach cookies.

Copyright © 2016 N. o kosmetykach , Blogger