niedziela, 16 grudnia 2018

Recenzja - Eva Dermo emulsja micelarna i enzymatyczny koncentrat peelingujący

Recenzja -  Eva Dermo emulsja micelarna i enzymatyczny koncentrat peelingujący
Kosmetyki Eva Dermo, znane też jako Eva Pollena Dermo to kosmetyki o których niestety rzadko czytam na blogach czy w "Internecie". A szkoda, bo przynajmniej te dwa, które chcę wam przedstawić się naprawdę dobre! Wszystko od szaty graficznej opakowania po wydajność i działanie kosmetyków jest naprawdę bardzo dobre. Oczywiście można wyłapać też drobne wady, ale czy aż tak uporczywe?


Emulsja micelarna

Opis producenta:
Emulsja micelarna rekomendowana jest co codziennego oczyszczania suchej i nadwrażliwej na czynniki zewnętrzne skóry oraz do demakijażu oczu. Substancje myjące zamknięte w micelach, uwalniane są odpowiednio dla potrzeb oczyszczania skóry, przez co nie naruszają jej naturalnej warstwy ochronnej. Bogactwo związków bioaktywnych i przeciw utleniających, zawartych w oleju z rokitnika wspomaga pielęgnację przesuszonej skóry.  Mocznik długotrwale nawilża i uelastycznia skórę. Zawarte w formule Alantoina, D-pantenol, kwas mlekowy i naturalna betaina działają nawilżająco, jednocześnie skutecznie redukując podrażnienia. Emulsja do mycia twarzy jest bardzo dobrze tolerowana przez skórę. Nie zawiera mydła. Można jej używać bez wody.


Moja opinia:
Samo opakowanie jest bardzo przemyślane. Zamknięcie na korek i dość miękka butelka to dobre rozwiązanie. Można spokojnie wydobyć tyle produktu, ile potrzebujemy. Zapach nie drażni, ale da się go wyczuć. Dla mnie to jest "słodki rokitnik", ale przyznam szczerze, że nie wiem jak go opisać. Kwiatowy, słodkawy... na pewno nie chemiczny! Konsystencja produktu to średnio-gęsty żel. Można spokojnie aplikować na wacik albo po prostu na dłoń.


Jeśli wylewam emulsje na wacik to potrzebuje ich kilku, aby zmyć makijaż bez dotykania oczu. Natomiast do umycia twarzy z powodzeniem wystarczy jedna porcja na wacik. Dlatego zdecydowanie wolę wylać sobie emulsję na dłoń i rozetrzeć na twarzy, a potem zmyć wodą. Jedynie ze zmywania tuszu do rzęs nie jestem zadowolona, ponieważ zawsze gdzieś tam pod dolnymi rzęsami i przy cebulkach coś mi zostaje. Ale podkład, puder, cienie, róże, bronzery czy co ważniejsze różnego typu szminki, w tym zastygające ta emulsja zmywa.

Ważniejsze jest jednak, że jest bardzo delikatna! Ani razu nie dostałam podrażnienia (ale uważajcie, żeby nie wpadła w oko), nie miałam zapchanych porów czy niedomytej twarzy. A do tego cera jest przyjemnie miękka i nawilżona. Jedyny minus to to, że czuje jakby cienką warstewkę pozostałości oleju z rokitnika na skórze. Wiem, że nie każdemu będzie to pasować. A u mnie zależy od tego jakie kosmetyki potem będę aplikować. Ogólnie dla mnie to minus, ale nie aż tak wielki, aby przekreślił działanie całościowe produktu.

Cena 15,99 zł na stronie producenta/ 200 ml.

Enzymatyczny koncentrat peelingujący

Opis producenta:
Enzymatyczny koncentrat peelingujący rekomendowany jest do oczyszczania skóry suchej i nadwrażliwej. Dzięki zaawansowanej formule złuszcza martwe komórki naskórka, wyrównuje niedoskonałości skóry, regeneruje i przyspiesza jej odnowę. Alantaoina, D- pantenol i olej z rokitnika nawilżają, wygładzają i poprawiają elastyczność skóry. Składniki aktywne: rokitnik, papaina, kompleks witamin.

Moja opinia:
Ten peeling zrobił na mnie ogromne wrażenie już po jednym użyciu! Wygodna tubka z korkiem pozwala dozować produkt z dokładnością. Produkt ma formę gęstego kremu. Nakłada się go równomiernie na cała twarz oprócz okolicy oczu i ust. Zostawiamy na 5-10 minut i spłukujemy wodą. Można go robić 1-2 razy w tygodniu. Mi w zupełności wystarcza 5 minut raz w tygodniu. A działanie?


Nigdy w życiu nie miałam tak delikatnie, ale dobrze oczyszczonej cery! Wyobraźcie sobie, że moja cera była dogłębnie oczyszczona i bardzo bardzo gładka, a jednocześnie nawilżona i pełna blasku. I tak jest za każdym razem. Nawet jeśli aplikuje go w okolice zaskórników czy ropnych krostek lub takich, które lada moment wyjdą to nie podrażnia. Niestety nie zauważyłam, aby zaraz po peelingu wspomniane stany zapalne były zredukowane jakoś znacząco, ale z pewnością pory mam bardziej oczyszczone i pojawia mi się na twarzy mniej krost. Na dzień dzisiejszy nie mam ani jednej zmiany zapalnej... ostatni raz taki dzień był u mnie bodajże w kwietniu. A do tego produkt jest wydajny, więc wystarczy go niewiele na jeden zabieg.

Cena 14,99 zł sklep producenta/ 50 ml.

Podsumowując...
Jeśli nosicie delikatny makijaż to emulsja micelarna się sprawdzi świetnie. Albo też jeśli macie bardzo delikatną cerę, bo olej z rokitnika doda wam warstwy ochronnej, przez co cera będzie dodatkowo zabezpieczona przed innymi czynnikami. Ale enzymatyczny koncentrat peelingujący to mój hit. Zdecydowanie jest to najlepszy peeling w kremie jaki miałam i będę go polecać każdemu. Niezależnie czy macie cerę trądzikową, suchą czy normalną ten peeling was zaskoczy na plus.

wtorek, 11 grudnia 2018

Miesiąc z maseczkami w płachcie It's skin -czy warto ich używać?

Miesiąc z maseczkami w płachcie It's skin -czy warto ich używać?
Jak mogliście zobaczyć w poście z denkiem listopada postanowiłam w zeszłym miesiącu używać głównie maseczek w płachcie od It's skin. Zużyłam aż 7 maseczek i w sumie zostały mi jeszcze 2 maseczki tej marki do zużycia. Można powiedzieć, że używałam maseczek z trzech różnych serii. Czy któraś się wyróżnia? A może wszystkie maseczki są tej samej jakości? Zaraz o tym przeczytacie.


The Fresh Mask Sheet - 10 pln

Opis producenta:
Maseczka Bluberry Antyoksydacyjno-rozświetlająca maseczka do twarzy w płachcie.
Maseczka BambooNawilżająca maseczka do twarzy w płachcie.
Maseczka Carrot Rozjaśniająco-odmładzająca maseczka do twarzy w płachcie.
Maseczka Tea TreePrzeciwtrądzikowa maseczka do twarzy w płachcie.


Moja opinia:
Nie widzę sensu opisywać tych maseczek z osobna, bo wszystkie działają tak samo. Jedyna różnica to to, że po Tea Tree cera jest zmatowiona, a po reszcie maseczek ładnie promienna. Te płachty są okropne. Źle leżą, ale są bardzo mokre. Otwór na oczy jest bardzo mały. Ogólnie maseczki można trzymać do 20 minut, bo potem zaczynają przysychać od nosa do zewnątrz.

Cera jest odświeżona i nawilżona. Esencja po zdjęciu maseczki dobrze się wchłania i cera zostaje przyjemna w dotyku i gładka, ale nie śliska czy lepka.


Power 10 formula WH i VC - 12, 90 pln

Opis producenta jest taki sam dla obu masek: Receptura maski została wzbogacona zestawem ekstraktów ziołowych (piwonia, rumianek, lawenda, melisa, oregano, pelargonia, eukaliptus, drzewo herbaciane i mięta pieprzowa), które wykazują działanie regeneracyjne oraz łagodząco-wyciszające, dzięki czemu stosowanie maseczki jest niezwykle przyjemne i odprężające dla skóry.

Moja opinia:

Maseczka WH: rozjaśniająca maska w płachcie z arbutyną.

Maseczka jest bardzo mocno nasączona, a płachta jest przyjemna w dotyku i dobrze leży. Wystarczy kilka zagięć na policzku i na brodzie i wszystko leży dobrze. Po zdjęciu maseczki cera jest bardzo miękka, gładka, rozjaśniona, ale nie wybielona. Widać że rozjaśnia wągry i przebarwienia, ale nie wybiela ich. A do tego świetnie nawilża i odżywia. Nie zostawia błyszczącej i lepkiej powłoki.

Maseczka VC: rozjaśniająca maska w płachcie z witaminą C.

Płachta jest bardzo przyjemna w dotyku, mocno nasączona i dobrze leży na twarzy. Skóra po zdjęciu maseczki jest cudowna. Esencje można łatwo wmasować w skórę i wchłania się bez zostawiania warstwy. Skóra jest nawilżona, miękka, przyjemna w dotyku, ale też rozjaśniona i promienna. Starsze ślady po pryszczach są jaśniejsze już po jednym użyciu. Także wągry i mniejsze ślady po świeżych krostkach są rozjaśnione. Maseczka naprawdę działa nawilżająco i rozjaśniająco.


Pearl Glitter Essential Mask Sheet - 9 pln

Opis producenta: Rozświetlająca maseczka do twarzy w płachcie. Formuła maseczki bazuje na kompleksie niezwykle skutecznych rozjaśniająco-rozświetlających składników aktywnych (zawiera m.in. wyciąg ze sproszkowanej perły, lukrecji, ryżu oraz z kory morwy białej). Dzięki temu kosmetyk daje efekt wypoczętej, pełnej blasku cery o ujednoliconym kolorycie. Dodatkowo maska bardzo dobrze nawilża, łagodzi podrażnienia i stany zapalne oraz poprawia sprężystość i elastyczność skóry.

Moja opinia:
Nie wiem dlaczego myślałam, że "glitter" oznacza, że ta maseczka będzie miała ten glitter albo że będzie żelowa. No i nie jest. Maseczka jest w standardowej płachcie nasączonej esencją. Ładny zapach, dobrze nasączona, ale najgorzej układająca się na twarzy maseczka It's skin. Bardzo się ślizga, zagina, marszczy, a po 20 minutach jest już sucha, więc trzeba pilnować czasu. Ogólnie maseczka tylko nawilża i bardzo błyszczał mi się nos. Zostawiła cerę gładką i promienną, ale na pewni nie rozświetloną czy jednolitą.


Podsumowując... polecam maseczki z serii Power 10 Formula. Miałam wcześniej jeszcze różową nawilżającą i Vb kontrolującą sebum i wszystkie cztery sprawdziły się u mnie świetnie i są warte swojej ceny. Pozostałe maseczki tylko nawilżają. Nie wiem czy jest sens wydawać 9-10 złotych na maseczkę, która tylko nawilża i nic więcej nie robi. W tej cenie można kupić na przykład Skin79 maseczki z kolekcji Seoul Girl's które są rewelacyjne, bo oprócz nawilżania działają też tak jak opisał je producent. Tutaj w maseczka Fresh praktycznie nie ma różnicy w działaniu. A za to Power 10 Formula daje efekty już po jednej maseczce. Uważam, że z całej oferty maseczek w płachcie marki It's skin to własnie Power 10 Formula zasługuje na największą uwagę i cena jest odpowiednia do jakości płachty jaka dostajemy i do tego, że efekty widać już po jednej maseczce.

piątek, 7 grudnia 2018

Recenzja - Nature Queen 3 peelingi solne

Recenzja - Nature Queen 3 peelingi solne
Jakiś czas temu otrzymałam przesyłkę od marki Nature Queen z trzema peelingami w środku i olejem jojoba. Na Instagramie marki ogłoszono konkurs, w tym wygrało aż 10 osób, w tym ja :) Bardzo ucieszyła mnie wygrana, ponieważ kosmetyki naturalne to nie do końca moja bajka i nie kupuje ich zbyt często. A tak miałam okazję poznać peelingi solne z naturalnymi i aromatycznymi olejami w składzie. Czy te produkty przekonały mnie do rzucenia drogeryjnych kosmetyków?


Peeling solny - Imbir

Opis producenta:
Peeling solny do ciała zawiera sól, ekocertyfikowane masło Shea, olej ze słodkich migdałów oraz olej jojoba i drobinki cynamonu. Dzięki czemu złuszcza naskórek, ale też rozgrzewa i pobudza mikrokrążenie krwi. Sól nie tylko złuszcza martwy naskórek, ale i oczyszcza skórę przez co staje się gładka. Oleje zawarte w peelingu uelastyczniają i nawilżają skórę.


Skład: SodiumChloride, PrunusAmygdalusDulcis, Glycerin, ButyrospermumParkii (Ecocert), SimmondsiaChinensis (Ecocert), Cera Alba, CinnamonumCeylancium Bark Powder, Parfum.

Peeling solny - Bambus

Opis producenta:
Solny peeling o świeżym aromacie bambusa skutecznie złuszcza martwy naskórek, a jednocześnie pobudza regeneracje skóry. Drobinki soli zatopiono w oleju z migdałów, który zapewnia uczucie nawilżenia i zwiększa elastyczność skóry, czy nadaje jej przyjemnej w dotyku miękkości.


Skład: Sodium Chloride, Prunus Amygdalus Dulcis, Glycerin, Butyrospermum Parkii (Ecocert),  Simmondsia Chinensis (Ecocert), Cera Alba, Parfum(Alpha-Isomethyl Ionone, Butylphenyl Methylpropional, Citronellol , Geraniol, Hexyl Cinnamal, Hyrdoxycitronellal, Linalool).

Peeling solny - Jagody Acai

Opis producenta:
Peeling solny zapewnia głębokie oczyszczanie skóry. Sól jodowo-bromowa i drobinki owoców w skuteczny sposób złuszczają martwy naskórek, dzięki czemu skóra staje się gładka, dobrze oczyszczona i przyjemna w dotyku. Zawarty olej makadamia w peelingu opóźnia proces starzenia się skóry i nawilża. Masło Shea pielęgnuje skórę, nadaje jej jędrności i zapobiega utracie wody.


Skład: Sodium Chloride, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Glycerin, Butyrospermum Parkii (Ecocert), Ribes Nigrum Fruit, Cera Alba, Euterpe Oleracea Fruit Extract, Parfum (Butyphenyl Methylpropional, Citronellol, Coumarin, Limonene, Hexyl Cinnamal, Hydroxycitronellal, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Geraniol).

Peelingi kosztują 24,99 zł/sztuka na stronie producenta


Moja opinia:
Jak możecie zobaczyć choćby na zdjęciach najbardziej przypadł mi do gustu peeling o zapachu Imbirowym, a najrzadziej sięgam po peeling Bambusowy. Ale to z powodu pogody za oknem! Imbir bardzo mocno kojarzy mi się z zimowymi miesiącami, a akurat mamy dość chłodną jesień, którą próbuję przeżyć popijając herbatkę z cytryną i imbirem. Gdybym zaczęła używać tych peelingów latem to z pewnością najbardziej przypadłby mi do gustu Bambus, ponieważ jest to zapach bardzo lekki i świeży. Jagody Acai też bardzo ładnie pachną - ni to kwiatowo, ni to owocowo, ale na pewno nie ma tu nigdzie zapachu sztucznej jagody.

Postanowiłam opisać peelingi razem, ponieważ osobiście nie widzę dużej różnicy w ich działaniu. Każdy z nich oparty jest na soli jodowo-bromowej i zawiera szereg olej pielęgnujących ciało. Sposób użycia też jest taki sam: na wilgotne ciało nanosimy odrobinę peelingu i masujemy.

Peelingi solne są świetne jak dla mnie, ponieważ można sobie samemu regulować moc zdzierania. Na suchym ciele, będzie to bardzo mocne zdzieranie, na wilgotnym średnie, a na bardzo mokrym zrobimy sobie delikatny masaż, bo sól będzie się szybko rozpuszczać. Z poziomu zdzierania jestem bardzo zadowolona, a co z olejami?

Jak wszem i wobec wiadomo nienawidzę jak zostaje mi warstewka na skórze. Jednak w peelingu solnym zatopionym w olejach nie da się tego uniknąć. Zauważyłam jednak, że najwięcej oleju zostaje mi na skórze po peelingu imbirowym, a najmniej po jagodach acai. Natomiast tego oleju jest na tyle mało, że po wytarciu ciała ręcznikiem nie czuję warstwy, ale odczuwam głębokie nawilżenie i delikatne natłuszczenie skóry. Ciało jest miękkie, gładkie, nawilżone i bardzo przyjemne w dotyku, a do tego pięknie pachnie. Absolutnie nie potrzeba już żadnego balsamu nawet na łokcie czy kolana.

Podsumowując uważam, że te peelingi są warte polecenia, ponieważ sól działa świetnie jako zdzierak, a oleje pielęgnują naszą skórę i nie dopuszczają do przesuszenia, które sól sama w sobie może powodować. Poza tym czego nam w peelingu tak naprawdę trzeba oprócz dobrego ścierniwa? Krótki i naturalny skład mi bardzo odpowiada przy tym produkcie i wiem, że na pewno sięgnę jeszcze nie raz po naturalne peelingi.



wtorek, 4 grudnia 2018

Haul - zakupy listopad 2018

Haul - zakupy listopad 2018
Pewnie nikt nie pamięta, że obiecywałam w listopadzie nic nie kupować i powiem wam, że nawet mi to wyszło ;) Kupiłam jedną rzecz! W sensie jeden kosmetyk! Aż jeden. Jestem z siebie dumna ;) Ale na szczęście nie jest to jedyna rzecz jaką dzisiaj wam pokażę. Udało mi się znowu dostać do testów na Wizażu, a Femina organizowała akcję Stawiamy na kobiety, więc też udało mi się ustrzelić od nich paczkę.


Klub recenzentki z Wizaż... nie wiem dlaczego, ale w listopadzie udało mi się trafić tylko raz do grona szczęśliwych recenzentek. Ankietę wypełniam tak samo, na pytania otwarte odpowiadam bardzo szczegółowo, a mimo to dostałam się raz. Tak wiem! Są też osoby, które przez rok się do niczego nie dostają mimo, że się starają nawet bardziej niż ja. Dlatego nie wiem na jakiej zasadzie to działa ;)


Do testów dostałam Garnier Botanic Therapy Mleko kokosowe i Makadamia. Z tego co widzę w Internetach jest to nowość. Zdążyłam już użyć tych produktów kilka razy i są po prostu dobre. Jak każde inne od Garnier. 

Moje zakupy
Tak dobrze dobrze widzicie jedyny produkt kosmetyczny, który kupiłam to kredka do brwi od Bell. Potrzebowałam kredki do zatuszowania moich ubytków, a o tej słyszałam dobre opinie. A do tego jest tania, około 10 zł w Biedronce.


Femina Stawiamy na Kobiety
Cała akacja jak dla mnie jest bardzo fajna. Można było do testów otrzymać dwie paczki podpasek i dwa materiałowe pokrowce, ponieważ w ramach tej akcji testujemy razem z przyjaciółką. Warunkiem udziału było po prostu zadeklarowanie, że zda się opinię z testowania produktu na stronie. A dodatkowo można wziąć udział w konkursie.


Normalnie podpaski Femina można kupić w Biedronce. Są tanie, ale ich jakość jest całkiem dobra. Nie raz awaryjnie je kupowałam i jeśli nie chcecie wydawać dużo na produkty higieniczne to te naprawdę się sprawdzą.

Widzicie? Jak się człowiek uprze to potrafi nie kupować :) Gorzej u mnie będzie wyglądał grudzień. Ale naprawdę jestem zadowolona z tego, że udało mi się ograniczyć zakupy, ponieważ tym sposobem zużyję o wiele więcej już otwartych produktów, bo po prostu nie mam nic nowego co by mnie kusiło do spróbowania ;)

sobota, 1 grudnia 2018

Projekt denko - listopad 2018

Projekt denko - listopad 2018
Moje denka mimo, że robią się coraz mniejsze nadal są spore. W tym miesiącu główną rolę odgrywają maseczki w płachcie od It's skin, ponieważ postanowiłam zrobić sobie miesiąc z jedną marką maseczek. Padło na It's skin, ponieważ tych płacht miałam sporo (teraz zostały mi 2 sztuki tylko). W przyszłym miesiącu planuję używać maseczek w płachcie marki A'pieu. O moim maseczkowym miesiącu zrobię osobny post, a dzisiaj wam tylko pokażę jakie konkretnie maseczki zużyłam. Oczywiście nie same maseczki człowiek używa, więc zdenkowałam jeszcze kilka innych produktów, w tym pełnowymiarowych.


Wszystkich razem zdenkowanych produktów jest ponad 20, co jest całkiem sporą ilością, ale wśród nich przeważają maseczki jednorazowe czy miniatury produktów.

Kremy do twarzy i waciki



Kosmetyki do ciała i włosów


  • Avon spray do włosów nadający objętość - nawet nie wiem od kiedy go mam tak jest wydajny, ale faktycznie daje objętość włosom, z tym że daje też efekt wyczuwalnego lakieru we włosach. Na większe wyjścia to okay, ale na co dzień niekoniecznie.
  • Garnier Fructis serum na rozdwojone końcówki  - kolejny produkt, który mam od wieków. Ogólnie dobrze się po nim rozczesuje włosy i to tyle.
  • Veet plastry z woskiem easy-gelwax - to są chyba najwygodniejsze plastry z woskiem. Naprawdę wosk jest żelowy i nie trzeba ich nawet w rękach rozgrzewać, ale jak widać po opakowaniu potrafią się przykleić podczas odrywania plastra od plastra wszędzie tylko nie tam gdzie chcemy.
  • Estee Lauder Modern Muse Nuit - miniaturka perfum, których zapach bardzo mi przypadł do gustu. Bardzo elegancki zapach, ale jednocześnie kobiecy.
  • Duft and doft krem do rąk - recenzja: http://www.nokosmetykach.pl/2018/08/recenzja-duft-zestaw-mini-kremow-do-rak.html
  • The Body Shop jogurt do ciała o zapachu mango - recenzja: http://www.nokosmetykach.pl/2018/07/recenzja-body-shop-jogurt-do-ciaa-o.html

Kolorówka

  • Szminki w próbówce z Aliexpress - nie będę wnikać w ich skład, ale kolory nie przypadły mi do gustu, a same pomadki mają marne krycie i zastygają wysuszając usta.
  • Essence Volume stylist fioletowa maskara - recenzja: http://www.nokosmetykach.pl/2018/05/5-makijazowych-pereek-za-mniej-niz-20.html
  • Maybelline Colosal volume... - nie jestem pewna nazwy tego tuszu, bo dostałam go w prezencie prosto z USA. Nie lubię się z tuszami tej marki, a temu się zepsuła zakrętka i przez to wysechł.
  • Avon Color Trend tusz do rzęs - nawet nie zauważyłam kiedy wysechł, bo tak rzadko go używałam. Nie polubiłam się z tym tuszem w ogóle.

 Maseczki do twarzy



I to tyle w tym miesiącu, a właściwie w zeszłym :) Ogólnie już widzę, że denko grudnia też będzie dość duże, ale nie nastawiam się na zużywanie na siłę kosmetyków. Obecnie mam tylko za duże zapasy kosmetyków do pielęgnacji włosów, a resztę mam chyba już w normie, więc będę skupiała się na używaniu częściej masek czy odżywek do włosów, a resztę kosmetyków po prostu będę używać.

Jak tam wasze denka?

wtorek, 27 listopada 2018

Kosmetyki naturalne NAMI - szampon, odżywka i maska do włosów

Kosmetyki naturalne NAMI - szampon, odżywka i maska do włosów
Jak mogliście zobaczyć w poście z październikowym haulem wygrałam 3 kosmetyki w konkursie na fan page'u firmy Nami. Wygrane kosmetyki to produkty pełnowymiarowe. Dostałam szampon i odżywkę z serii Mleczna Kąpiel oraz maskę do włosów Magiczne Mumio. Czy te produkty się u mnie sprawdziły?


Moje włosy - zacznę od przypomnienia jakie mam włosy, aby łatwiej wam było odnieść się do siebie. Aktualnie mam włosy farbowane na brąz z rozjaśnionymi końcami typu ombre. Mam wrażliwy skalp i często reaguje swędzeniem na szampony, ale też lubi się szybko przetłuszczać. Włosy mi się dość szybko plączą, lubią elektryzować, a tak zwane baby hair są bardzo niesforne. Jesienią, czyli tak jak teraz mam problem z wypadaniem włosów. Jest to u mnie cykliczne i zdarza się każdego roku od października do stycznia.

Mleczna kąpiel - szampon i odżywka


Szampon na bazie serwatki mlecznej z ekstraktem z pokrzywy

Opis producenta: naturalny szampon do codziennej pielęgnacji włosów przetłuszczających się. Odżywia i odbudowuje strukturę włosa. Receptura oparta na serwatce mlecznej i pokrzywie, które wzmacniają włosy, przeciwdziałają przedwczesnemu siwieniu oraz regulują pracę gruczołów łojowych. Pokrzywa zawiera m.in. witaminy A, B2, C, E, K, a serwatka mleczna zawiera m.in. kwas mlekowy, który nawilża i usuwa sebum oraz obumarłe komórki zapobiegając też powstawaniu łupieżu.

Formuła bez SLS, parabenów, silikonów, 99% składników pochodzenia naturalnego.

Skład: Aqua, Sodium Cocoyl Glutamate, Lauroyl/Myristoyl Methyl Glucamide, Coco-Betaine, Urtica Dioica Extract, Whey, Lactic Acid , Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, Citral, Geraniol, Linalool, Benzyl Benzoate, Limonene.   


Moja opinia: bardzo podoba mi się grafika opakowania! Samo opakowanie jest zgrabne, nie wyślizguje się z rąk, a korek na pstryk jest bardzo wygodny i praktyczny. Sam szampon jak dla mnie nie pachnie pokrzywą a koniczyną, ale jest to zapach bardzo naturalny, świeży i przypominający lato.

Szampon jest dość rzadki i lejący, dlatego trzeba uważać wylewając go na rękę, ale dzięki temu nie trzeba go też rozcieńczać wodą. Mimo, że to kosmetyk naturalny to pieni się świetnie! Zawsze miałam z tym problemy, że nie widziałam piany albo było jej mało, a tutaj spienienie produktu jest naprawdę bardzo dobre.

Zgodnie z zaleceniem producenta zostawiam spieniony szampon na chwilę na włosach i spłukuję. Po wysuszeniu włosy są bardzo ładne. Miękkie, ale nie rozmiękczone i przyjemne w dotyku. A do tego gładkie. Nie są przesuszone, ani szorstkie czy splątane. I to mnie właśnie zdziwiło najbardziej, że po umyciu wystarczy mi kropla serum na rozjaśnione końce i mogę włosy rozczesać bez problemu. 

Ponadto nie mam żadnej reakcji uczuleniowej. Mój skalp ma się świetnie i nie swędzi. Co ciekawe od kiedy używam tego szamponu to włosy wypadają mi w mniejszej ilości. Nadal wypadają, ale jak wspominałam u mnie to jest sezonowe i normalne, ale zdecydowanie leci ich mniej.

Odżywka na bazie serwatki mlecznej z olejem arganowym

Opis producenta: naturalna odżywka do codziennej pielęgnacji każdego rodzaju włosów. Nadaje włosom blask, regeneruje i odżywia. Ułatwia rozczesywanie, wygładza, zmniejsza łamliwość i regeneruje rozdwojone końcówki. Działa kojąco na skórę głowy.

Bez SLS, parabenów i silikonów. 992,% składników pochodzenia naturalnego.

Skład: Aqua, Quaternium-91, Behentrimonium Chloride, Myristyl Myristate, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Argania Spinosa Kernel Oil, Whey, Coumarin, Lactic Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate


Moja opinia: tutaj podobnie jak w wypadku opakowania szamponu też bardzo podoba mi się szata graficzna. Do tego odżywka ma pompkę, dzięki czemu nawet łapiąc pierwszy lepszy produkt z półki wiem, co chwyciłam. Ale też jest to super praktyczne rozwiązanie, bo odżywka jest bardzo gęsta i uważam, że trudno było by ją wycisnąć. A tak pompka pomaga nam wypluć odpowiednią ilość produktu.

Odżywka jest bardzo gęsta i treściwa. Wystarczy ją nałożyć na 1-2 minuty i czuć jej działanie na włosach. Natomiast mimo, że można ją nakładać na skalp to u mnie się to nie sprawdza. Odżywka za mocno obciąża włosy u nasady przez co się przetłuszczają już po 2 dniach. O wiele lepiej sprawdza się nakładana na długość.

Włosy po odżywce są naprawdę przyjemne w dotyku. Sypkie, ładnie się układają, rozczesują bez problemu i bardzo ładnie błyszczą.  Nawet moje baby hair są ładnie ułożone po tej odżywce. Mimo, że zawiera proteiny to włosy się nie puszą i są dobrze dociążone, ale też swobodne. Odżywka ma zapach... taki kremowy. Nie pachnie mlekiem ani olejem arganowym, ale jest to przyjemny i nie drażniący zapach, który u mnie za długo na włosach nie zostaje.

Maska magiczne mumio z olejem arganowym


Opis producenta: maska przeznaczona do włosów wymagających natychmiastowej regeneracji. Wzmacnia włosy, zapobiega wypadaniu, regeneruje. Przyspiesza porost włosów. Odpowiednia do wrażliwej skóry głowy. Mumio zawiera minerały, aminokwasy, kwasy fulwowe i wiele innych związków organicznych, które stymulują, wzmacniają i odbudowują włosy od cebulek.

Maseczka nie zawiera SLS, parabenów i silikonów. Za to zawiera składniki 100% pochodzenia naturalnego. Kolor i zapach są właściwe dla zastosowanych składników.

Skład: Aqua, Quaternium-91, Behentrimonium Chloride, Myristyl Myristate, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Argania Spinosa Kernel Oil, Mumio, Whey, Citrus Aurantium Bergamia Fruit Oil, Limonene, Linalool, Citral, Citronellol, Lactic Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Methylpropanediol, Caprylyl Glycol, Benzoic Acid.   


Moja opinia: mumio jest dla mnie składnikiem dobrze znanym i wiem, że świetnie działa. A jak to jest z włosami? Tutaj też urzekło mnie opakowanie. Jest urocze! Łatwo się je otwiera, ale z drugiej strony plastik jest porządny i twardy.

Maska pachnie przedziwnie... dla mnie jest to zapach błota, sosny i cytrusów. Jest to dość charakterystyczny zapach, ale na szczęście na włosach nie zostaje na długo. Ogólnie ten zapach mi się podoba, ale jest to dziwne połączenie. Konsystencja też jest ciekawa, ponieważ jest to maska-mus. Czuć takie jakby napowietrzenie, ale nakłada się ją bardzo dobrze.

Maseczkę trzymałam na włosach od 5 do 30 minut i powiem wam, że nie zauważyłam, aby trzymana dłużej robiła więcej. Już po 5-10 minutach czuć jej działanie na włosy i skalp. Nawet po nałożeniu na skalp nie powodowała szybszego przetłuszczania się włosów. Spokojnie mogę je myć co 3-4 dni po użyciu tej maseczki. Same włosy są po niej pięknie odżywione, wygładzone i dociążone. 

Nie zauważyłam (jeszcze) większego przyrostu włosów niż normalnie, ale faktycznie mniej wypadają. Podejrzewam, że to połączenie szampon z pokrzywą i tej maseczki.

Podsumowując... z tej trójki moje włosy najbardziej lubią szampon, który sprawdza się z wieloma innymi produktami nie tylko z tą odżywką i maską. Na drugim miejscu jest maska, która sprawia, że moje włosy są piękne. I to na poziomie reklam produktów Pantene Pro-V :D Odżywka sprawdza mi się najlepiej na rozjaśnionych końcach, ale nie na skalpie. Nie mniej uważam, że wszystkie produkty są warte wypróbowania, bo każdy skalp i każde włosy mogą reagować inaczej.

Wspomniane kosmetyki kupicie tutaj: https://www.nami24.pl/
p.s. to nie jest post sponsorowany.

czwartek, 15 listopada 2018

Recenzja - Efektima krem do twarzy z olejem konopnym cera tłusta i mieszana

Recenzja - Efektima krem do twarzy z olejem konopnym cera tłusta i mieszana
Marka Efektima oferuje naprawdę ciekawe produkty. W październiku trafił do mnie Krem do twarzy z olejem konopnym do cery mieszanej i tłustej. O właściwościach oleju konopnego oraz o olejku w sprayu do ciała i włosów marki Efektima pisałam tutaj. Mogę wam powiedzieć, że naprawdę się sprawdza w pielęgnacji ciała i włosów. A jak to jest z cerą?


Opis producenta:
W kremie do twarzy z olejem konopnym znajdujemy też wyciąg  huby i masło shea. Ten wariant kremu przeznaczony jest do cery tłustej i mieszanej, ale są też warianty do cery suchej i cery dojrzałej 40+. Ten krem ma lekką kremowo żelową konsystencję z myślą o pielęgnacji cery tłustej i mieszanej. Ma doskonale się wchłaniać, zostawiać cerę gładką, nawilżoną, aksamitną i miłą w dotyku, a do tego poprawiać jej jakość.


Moja opinia:
Samo opakowanie bardzo mi się podoba. Słoiczek jest szklany z plastikową nakrętką, a całość zamknięta jest w kartoniku. I właśnie to kartonikowe opakowanie robi na mnie wrażenie, bo ten zielony kolor jest prześliczny! A do tego błyszczy. No czego kobiecie więcej potrzeba?

Po drugie zwróćcie uwagę na skład. Olej konopny jest na 4 miejscu w składzie, oznacza to, że jest go naprawdę porządna ilość w kosmetyku. A ponadto zgadza się to z reklamą marki. Skoro na opakowaniu jest wymieniony dokładnie olej konopny to tego składnika oczekuję na początku składu i moje oczekiwania zostały spełnione.


Krem jest zamknięty w słoiczku o pojemności 50 ml, czyli standardowo jak na krem do twarzy. Ale jest szalenie wydajny! Zgadzam się, że to lekki krem i wchłania się równie dobrze jak żel. Jednak zależy co robię z cerą wcześniej. Jeśli mocno ją oczyszczę to skóra wypija ten krem, jeśli po prostu ją umyję to krem się świetnie wchłania, ale czuć, że na skórze jest. Nie mylić z warstewką! Bo to nie to. Aczkolwiek skóra po tym kremie jest pięknie promienna. Na pewno nie jest zmatowiona!

Produkt ma pomagać w regulowaniu wydzielania sebum i nawilżać. U mnie błyszczenie pojawia się po 4-5 godzinach od nałożenia kremu, więc to standard. Natomiast pod makijaż ten krem może działać nawet lepiej, ale uwaga! Jeśli używacie kosmetyków do makijażu matujących to normalne, że wpłyną one na trwałość makijażu i ogólnie na wybłyszczanie się. Dlatego tutaj wszystko zależy od tego jaki makijaż robię i jakimi produktami, ale spokojnie te 5-6 godzin wytrzymuje bez poprawek. 

Pierwsze co zaczyna mi się wybłyszczać to nos, a potem czoło. Więc nie jest to takie straszne, bo wystarczy bibułka czy troszkę pudru na makijaż, aby opanować błyszczenie.


A co z nawilżaniem, miękkością, aksamitną cerą? Zgadzam się z opisem producenta. Moja cera po tym kremie jest super gładka, miękka, przyjemna w dotyku, nawilżona na cały dzień i po prostu taka miła. I pięknie promienieje. Zauważyłam też, że od kiedy używam tego kremu mam mniejszy problem z ropnymi krostkami. Pojawia mi się może jedna na kilka dni, a nie całe stado. Nie zapycha też porów, nie podrażnia i co ciekawe dobrze współpracuje z kosmetykami pielęgnującymi jak i makijażem.

Podsumowując naprawdę polecam sprawdzić na sobie ten krem zwłaszcza, że jego cena to około 20 złotych za 50 ml.
Copyright © 2016 N. o kosmetykach , Blogger