czwartek, 14 lutego 2019

Miesiąc z maseczkami w płachcie SKIN79 - styczeń 2019

Miesiąc z maseczkami w płachcie SKIN79 - styczeń 2019
Jak w każdym miesiącu stałym punktem mojej pielęgnacji były maseczki w płachcie. Naprawdę zużywam ich dużo, ponieważ są wygodne. Ostatnio trzymam się jednak przez całym miesiąc produktów jednej marki. W styczniu padło na Skin79, która jest mi dobrze znana i już wcześniej używałam maseczek tej marki. Czy jednak używanie przez cały miesiąc maseczek tylko od jednej firmy daje lepsze efekty? O tym przeczytacie w dalszej części wpisu.


Seoul Girls
Każda maska Seoul Beauty Mask zawiera w sobie specjalnie opracowany kompleks roślinny w skład którego wchodzi wyciąg z korzenia żeń-szenia, który doskonale odżywia i dotlenia komórki skóry, pobudzając proces odnowy. Wyciąg z liści aloesu wygładza, ujędrnia, regeneruje i pomaga w utrzymaniu wilgoci. Ekstrakt z morwy białej uelastycznia skórę, chroni ją i hamuje przed procesem starzenia. Łzawica ogrodowa działa przeciwzapalnie a wyciąg z badianu właściwego chroni skórę przed bakteriami (co wpływa na zmniejszenie się trądziku).


Trzy wersje, które widzicie na zdjęciu to moje ulubione maseczki z tej serii. Czarna Vital faktycznie łagodzi stany zapalne i podrażnienia. Szara Moisturizing oprócz nawilżenia także przyspiesza gojenie stanów zapalnych. Z kolei czerwona Wrinkle Care jest genialna jeśli chodzi o napinanie skóry i poprawienie jej elastyczności. Robi to lepiej niż Glamglow Gravitymud! Naprawdę!

Same maseczki mają bardzo dobry kształt, a do tego są mocno nasączone. Czasem zostawiam sobie trochę esencji w opakowaniu i na noc, lub na drugi dzień rano wylewam ją na wacik i przykład na parę minut do twarzy. W ten sposób nic się nie marnuje.

Fresh garden mask
 Glacial Water  Wykonana z czystej bawełny maska w płacie zawiera świeże, naturalne składniki. Krystalicznie czysta woda z lodowca bogata jest w minerały, które wzmacniają skórę. Maska Glacial Water to detoks dla cery. 

 Red Ginseng   Saponiny, jeden ze składników czerwonego żeń-szenia, działają na skórę przeciwzapalnie, oczyszczająco, wybielająco i odkażająco. Wyciąg z liści zielonej herbaty to silny antyoksydant, zwalcza wolne rodniki, działa przeciwzmarszczkowo, poprawia elastyczność skóry. Wyciąg z oczaru wirginijskiego działa ściągająco, przyspiesza gojenie się ran. 


Obie maseczki dobrze leżą na twarzy, z kilkoma zagięciami oraz są mocno nasączone. Nie zauważyłam jednak, aby Red Ginseg łagodziła stany zapalne czy rozjaśniała cerę, a to miała robić. Za to ją matuje, wygładza i zmiękcza. Z kolei Glacier Water faktycznie ładnie nawilża i cera jest po niej gładka i widocznie odświeżona, ale zostawia lekko klejącą warstwę. 

Venetian Carnival
Mask Rising Sun  to wygodna maska w płacie o bajecznym wzorze wschodzącego słońca działająca odżywczo i przeciwzmarszczkowo. Składniki aktywne wnikają do wnętrza skóry dodając jej energii witalnej.
Mask Shiny Star  to wygodna maska w płacie o bajecznym wzorze rozświetlonej gwiazdy działająca rozjaśniająco. Składniki aktywne wnikają do wnętrza skóry przywracając jej naturalny blask.


Obie maseczki są z nadrukiem weneckich masek, więc płachty są bardziej sztywne. A do tego bardzo źle leżą. Musiałam podcinać nożyczkami otwory na oczy, bo były za małe! Jednak ważniejsze jest działanie. A tu nie było źle. Rising sun ma bardzo łatwo wchłaniającą się esencję, która się nie lepi. Zostawia cerę promienną, ładnie nawilżoną i rozszerzone pory po niej wyglądają ładniej. Shiny star też bardzo szybko wchłania się w skórę, ale zostawia ją odżywioną, nawilżoną i przyjemną w dotyku. Taką jakby aksamitną w dotyku - jak materiał aksamit.

ALL THAT
All That Rose Mask zawiera wodę z bułgarskiej róży damasceńskiej, która na skórę działa kojąco, łagodząco, nawilżająco i antyseptycznie.

All That Black Mask czarna maska w płacie w całości nasączona jest pudrem węglowym, który skutecznie absorbuje wszelkie zanieczyszczenia, oczyszcza pory, reguluje wydzielanie sebum.


Obie maseczki mają bardzo miękkie i bardzo mokre płachty. Ale też bardzo małe otwory na oczy. Chociaż leżą dobrze. Ponieważ są super mokre trzymałam je do 30 minut. All that black odświeża i nawilża cerę, a do tego pory wyglądały po niej lepiej. Z kolei All that rose lekko nawilża cerę i sprawia, że błyszczy, ale to tyle.

Fan of Poland - rozjaśniająca multiwitaminowa maska w płachcie
Unikalna receptura, oparta na bogatej w minerały wodzie ze znanego, brytyjskiego uzdrowiska Harrogate, skutecznie przenika do najgłębszych warstw naskórka kojąc i lecząc skórę. Maski wzbogacono o Vita10-complex, który przyspiesza odnowę tkanek, niszczy wolne rodniki, zapobiega zmarszczkom, rozjaśnia plamy pigmentacyjne i łagodzi zmiany trądzikowe. 


Choć ta maseczka została stworzona z myślą o kibicowaniu, to jak dla mnie jest to maska na rano. Cera jest po niej bardzo ładna. Promienna, nawilżona jak po dobrym kremie. A do tego super gładka. Najlepsze jest jednak to, że esencja wchłania się do zera i jej w ogóle nie czuć na twarzy. Dlatego jak dla mnie jest to maseczka do zrobienia rano przed makijażem.

Podsumowując mogę powiedzieć, że maseczki mnie nie zawiodły. Jedynie problemem były za małe otwory na oczy czy marszczenie się materiału, ale to się zdarza różnym firmom. Same esencje i działanie maseczek sprawdza się z obietnicami producenta. Jednak najbardziej polubiłam maskę dla fanów i oczywiście maseczki z serii Seoul Girls tych miałam w zeszłym roku wiele, i w tym na pewno zużyję ich jeszcze więcej.


wtorek, 12 lutego 2019

Recenzja - Efektima konopne masło do ciała

Recenzja - Efektima konopne masło do ciała
Seria konopna od marki Efektima gościła już na moim blogu. Używałam oleju do ciała (i włosów), a także wciąż używam kremu do twarzy do cery tłustej i mieszanej. Oba z nich u mnie sprawdziły się świetnie. Dlatego z wielką nadzieją przystąpiłam do używania konopnego masła do ciała. Czy mi się spodobało?

Opis producenta:
Konopne masło do ciała ma działać łagodząco i odżywczo na skórę. Jego składniki zostały dobrane w taki sposób, aby nadać skórze blask i przywrócić gładkość. Ma być doskonałym środkiem pielęgnującym nawet do skóry suchej, a także utrzymywać ją w dobrej kondycji. Masło polecane jest także do skóry skłonnej do podrażnień. Oprócz oleju konopnego znajdziemy tu oliwę z oliwek, która pomaga w odbudowania płaszcza hydrolipidowego i przywraca skórze nawilżenie, a do tego działa regenerująco i uelastycznia. Konopne masło ma zapewnić skórze kompleksową pielęgnację.


Skład: 
Aqua, Glycerin, Glyceryl Stearate, Cannabis Sativa Seed Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Cocos Nucifera Oil, PEG-100 Stearate, Stearic Acid, Cetyl Alcohol, Cetearyl Ethylhexanoate, Phenoxyethanol, Olea Europaea Fruit Oil, Parfum, Xanthan Gum, Olea Europaea Husk Oil, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Triethanolamine, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, Butylphenyl Methylpropional, Coumarin, Limonene, Hydroxycitronellal, Alpha-Isomethyl Ionone, Tocopheryl Acetate. 


Moja opinia:
Zacznijmy od tego, że od produktu, który ma w nazwie "masło konopne" tych konopi oczekuję wysoko w składzie. Tutaj są już na czwartym miejscu, co jest wynikiem bardzo dobrym. Naprawdę nie znoszę kiedy jakiś składnik jest szeroko opisany na pudełku, a w składzie jest na samym końcu. Ale pod tym względem Efektima nie zawodzi!

Skoro już wspomniałam o opakowaniu to warto powiedzieć o nim coś więcej. Wygodne, odkręcane pudełko o pojemności 200 ml. Czyli standardowo. Takie pudełka są bardzo wygodne w użytkowaniu, bo można bardzo dokładnie wybrać ilość nabieranego produktu i na bieżąco widzimy, ile go zostało w środku. Nie mam problemu, aby je odkręcić czy zakręcić rękami, które mam wysmarowane kremem.

Sam produkt moim zdaniem nie ma konsystencji masła. Ale to nie jest minus! Konsystencja jest jak w gęstym kremie, balsamie. Bardzo dobra do rozprowadzania na ciele, bo nie trzeba porcji roztapiać w dłoniach czy też nic nie przecieka przez palce jak np. mleczka do ciała. Zapach jest typowy dla tej serii. Mi się bardzo podoba, ale przyznam szczerze, że już się do niego przyzwyczaiłam i nie wyczuwam go na skórze.


Masło bardzo dobrze się wchłania. Sam olej konopny jest tak zwanym olejem suchym, więc pewnie to jego zasługa. Na skórze nie zostaje tłusta czy lepka warstwa. Czuć, że skóra jest nakremowana, ale w żadnym stopniu nie przeszkadza mi to uczucie.

Najważniejsze jest jednak działanie! Tak samo jak krem do twarzy i olej do ciała, konopne masło działa świetnie. Pozostawia skórę przyjemną w dotyku, bardziej elastyczną, miększą i zdecydowanie bardziej wypielęgnowaną. Zrobiłam nawet mały eksperyment i odstawiałam na dwa-trzy dni masło... efekt się utrzymał! Ale jednak warto go używać chociaż 3-4 razy w tygodniu, aby skóra była naprawdę w lepszej kondycji. Nawet suche kolana czy łokcie wyglądają lepiej i są o wiele przyjemniejsze w dotyku od kiedy używam tego produktu.

czwartek, 7 lutego 2019

Haul - zakupy styczeń 2019

Haul - zakupy styczeń 2019
Pamiętacie jak od pół roku co miesiąc mówię, że tym razem nic nie kupuję? No to właśnie mamy moje nic nie kupuję... kolejny post z serii haul - zakupy miesiąca, tym razem styczeń 2019. Jednak w większości są to przemyślane produkty. Tylko jeden jest: woooow promocja muszę to kupić! Który? Czytajcie dalej to się dowiecie ;)


O kosmetykach piwnych pisałam tutaj Ale powtórzę, że można kupić dokładnie ten zestaw bezpośrednio na stronie  https://piwnekosmetyki.pl/pl/p/Super-prezent-nr-2-piwny-szampon-i-zel-300-ml-/52

A po wpisaniu kodu nokosmetykach macie darmową wysyłkę do zamówień powyżej 50 złotych!!!! Płatność z góry i wysyłka kurierem lub do paczkomatu.

Z kolei w drogerii LilaRóż można znaleźć kosmetyki naturalne marki Gaja - piękna z natury. Przede wszystkim potrzebowałam aloesu, więc... jak widać na zdjęciu przyszedł do mnie aloes oraz pięć innych kremów ;)


Marka Efektima i seria konopna już gościły na blogu. Spolier: olej do ciała i krem do twarzy bardzo lubię. Kolejnym kosmetykiem, który testuję jest masło do ciała. Recenzja pojawi się niedługo!


Nie mogłam się też obejść bez zakupów i zaopatrzenia w azjatyckie kosmetyki. Dzięki Magdzie z bloga www.asianbeautyworld.pl trafił do mnie olej do mycia Welcos. Plastry Nexcare to mój must have, a olej do mycia Softymo Kose to moja miłość. Mam już drugi wariant. Kolejnym razem zamówię jeszcze inny.


A tu są tradycyjne zakupy z Biedronki z wyjścia po chleb. Na szczęście nie ma u mnie jeszcze nowej kolekcji Bell ;)


Moja kosmetyczna zachcianka. Owszem już dłuższy czas gapiłam się na produkty marki Farmacy, ale wcale nie miałam zamiaru ich kupować na już. Tak się zdarzyło, że na Sephorze online była duża przecena na tę maseczkę. Chyba ze 150 na 65 złotych, więc... kupiłam.


Trafiły do mnie też nowości marki Nature Queen. Możecie je kupić na tej stronie. Z poprzednich kosmetyków, czyli peelingów do ciała i pianki do mycia twarzy byłam (nadal jestem) bardzo zadowolona. Tym razem przyszły tonik nawilżający, płyn micelarny i olej do demakijażu. Jeśli ktoś śledzi moje IG to pewnie już nie raz widział w akcji te kosmetyki ;)


Z jednej strony przybyło mi pożytecznych kosmetyków, z drugiej nadal mam co niektórych rodzajów za dużo. Może w lutym będę miała większe denko niż przyrost kosmetyków ;)

poniedziałek, 4 lutego 2019

Najlepszy prezent na Walentynki? Piwne kosmetyki!

Najlepszy prezent na Walentynki? Piwne kosmetyki!
Nie ma chyba osoby, która by od ręki i z pewnością wybrała prezent na Walentynki. Nawet, jeśli kupujemy coś dla osoby, którą bardzo dobrze znamy można się zawahać czy prezent na pewno się spodoba. Dlatego dzisiaj mam dla was propozycję prezentu, która spodoba się większości osób. A na pewno tej części z brzuszkiem piwnym :D Co to takiego? Kosmetyki piwne od Saela. Po pierwsze są z piwem, po drugie są z piwem - które zawiera dużo składników odżywczych, a więc skorzystają na tym nasza skóra czy włosy.


Na zdjęciu widzicie zestaw prezentowy, który składa się z szamponu do włosów i z żelu do mycia ciała. Można znaleźć też inne kombinacje produktów, ale ten zestaw mogę nazwać najbardziej uniwersalnym, bo przecież każdy używa tych dwóch produktów.


Dlaczego warto poznać piwne kosmetyki?

Piwny szampon 300ml - Piwny szampon z wysoką zawartością piwa i witaminy B, nadaje włosom świeżego wyglądu, połysku, wzmacniając ich strukturę oraz zwiększając ich objętość. Piwny szampon dzięki kompleksowi witamin zawartych w piwie, wspomaga regenerację skóry, cebulek włosów i gruczołów łojowych oraz aktywnie zapobiega chorobom skóry. Zawartość chmielu wspomaga zdrowy przyrost włosów, eliminuje swędzenie oraz działa kojąco na skórę głowy. Doskonały do codziennego użycia.

Piwny żel pod prysznic 300ml - Piwny żel pod prysznic z wysoką zawartością piwa, witaminy B i gliceryny stosowany codziennie wspomaga kompleksową regenerację organizmu. Idealny do skóry suchej, mającej tendencję łuszczenia, pękania i swędzenia. Wyjątkowy zapach i formuła piwnego żelu wywołuje uczucie relaksu, korzystnie wpływając na samopoczucie.


Kosmetyki zawierają aż 30% piwa w swoim składzie, które jest na drugim miejscu, a więc naprawdę jest go dużo. Zatem można nie tylko liczyć na fajny bajer, jakim są kosmetyki z piwem, ale też na jego właściwości odżywcze, które sprawią, że włosy i ciało są ładniejsze.

Nie wiem czy ktoś z was używał kiedykolwiek samego piwa do pielęgnacji włosów. Ale szczególnie służy ono jako płukanka do jasnych włosów oraz jako środek utrwalający skręt do loków. Po co jednak kupować zwykłe piwo skoro można znaleźć oparte na nim kosmetyki?


Zestaw kosmetyków piwnych możecie kupić tutaj: https://piwnekosmetyki.pl/pl/p/Super-prezent-nr-2-piwny-szampon-i-zel-300-ml-/52

Pamiętajcie, że po wpisaniu kodu nokosmetykach macie darmową wysyłkę do zamówień powyżej 50 złotych!!!! Płatność z góry i wysyłka kurierem lub do paczkomatu.

czwartek, 31 stycznia 2019

Recenzja - Golden Rose fixer do makijażu

Recenzja - Golden Rose fixer do makijażu
Od bardzo dawna nie używałam kosmetyków Golden Rose. Ale kiedy zobaczyłam, że jedyna z polskich youtuberek (Significant Colours), której filmiki oglądam używa ich fixera stwierdziłam okay muszę go mieć. Kupiłam go dosłownie w przelocie podczas wychodzenia z galerii na stoisku Golden Rose. Do momentu płacenia nawet nie wiedziałam ile kosztuje. I wiecie co? Jest wart każdego grosika!


Obietnice producenta:
Golden Rose make up fixing spray to utrwalający spray do makijażu. O lekkiej i nielepiącej się konsystencji. Pozwala na zachowanie idealnego makijażu przez cały dzień. Ponadto szybko wysycha pozostawiając niewidzialne dla oka wykończenie. Utrwala bez wysuszania skóry.


Przed użyciem należy produkt wstrząsnąć. Rozpylamy z odległości 20-25 cm. Produkt bez parabenów i bez alkoholu! Pojemność 120 ml. Data ważności 12 miesięcy od daty otwarcia. Cena na stanowisku marki Golden Rose 18,90 zł. Więcej produktów Golden Rose znajdziesz tutaj.

Moja opinia:
Kupiłam ten fixer niejako z polecenia widząc jak działa. Co mnie skusiło? Przede wszystkim mgiełka. Dobra, równo osiadająca mgiełka, która nie zostawia dużych kropli na twarzy i rozprowadza się sprawnie oraz bez efektu "zaraz się uduszę". I faktycznie ten aplikator przypadł mi bardzo do gustu. Aplikacja jest bardzo prosta i sprawna, a sama mgiełka szybko wtapia się w makijaż i wysycha.

Jednak polecam najpierw spryskać makijaż twarzy, a potem zrobić makijaż oczu i przed zaaplikowaniem tuszu na rzęsy spryskać ewentualnie jeszcze raz. Kiedyś mi się zdarzyło, że kichnęłam w świeżym makijażu i tusz miałam odbity popisowo na dolnej powiece.


Fixer od Golden Rose faktycznie nie wysusza skóry. Nawet jeśli używam go z matującym podkładem np. Fit Me od Maybelline. Ale jeśli podkład jest słaby to nawet ten fixer mu nie pomoże. Zauważyłam jedną ważną rzecz: po użyciu tej mgiełki zdejmowana jest pudrowość z makijażu. Nie wiem jak to dokładnie odpisać, ale cera jest wygładzona. Absolutnie nie widać nawet pyłka na niej. Mi się to bardzo podobna, ponieważ wszystkie podkłady pudruję. A dzięki tej mgiełce puder wchłania się w podkład i tworzy idealnie scaloną całość. Żaden inny fixer do makijażu tak nie działa. Nie skłamię jak powiem, że to photoshop w sprayu.


Ostatnio najczęściej maluję się podkładem Fit Me, ale też stosowałam tę mgiełkę z L'oreal Infaliabble Total Cover i z próbką Fenty ProFilt'r Foundation. Fit Me używam prawie rok i wiem, że ten podkład jest wybitnie kapryśny. Wystarczy, że zmienię krem do twarzy i robi mi pomarańczę. Podkład od L'oreal nigdy się u mnie długo nie trzymał, ale krycie ma rewelacja. Natomiast Fenty użyłam raz i mimo, że mam cerę mieszaną, a nawet tłustą to jest dla mnie zbyt suchy i matowy. Co na to fixer od Golden Rose? Z Fit Me działa genialnie. Na L'oreal nie mam siły i nawet z tą mgiełką jak mi po 3 h zjeżdżał tak robi to samo nadal. Natomiast ta mgiełka to jedyne co uratowało mój makijaż z Fenty Pro Filt'r. Jeśli śledzicie mój IG wiecie, że strasznie mi się nie podobało wykończenie Fenty. Użyłam mgiełki Golden Rose jako ostatniego ratunku i ... zadziałało.

Ma też dla was trick. Jeśli chcecie uzyskać efekt glass skin to wystarczy wam jakikolwiek puder rozświetlający nałożony na policzki, trójkąt pod okiem czy skronie. Spryskujecie tym fixerem. Czekacie aż wyschnie i v'oile!


Golder Rose vs inne marki

Pewnie jesteście też ciekawi jakich fixerów używam ogólnie. I jak na ich tle wypada Golden Rose. Otóż aktualnie mam ich cztery. Essence Glow me to porażka. Duże krople padające jak popadnie z kolorową wodą. Catrice dewy setting spray jest naprawdę fajny i też go kupiłam z polecenia. Pozwala zdjąć mat z makijażu.

Natomiast mam też wściekle drogi Urban Decay All Nighter tak przez wszystkich chwalony i wiecie co? Dobrze, że mam wersję travel size. Producent obiecuje 16 h trwałości makijażu. U mnie nie robi nic. Owszem poprawia efekt stopienia się makijażu ze skórą, ale nie wpływa na trwałość. Miniatura All Nighter kosztuje 82 złote, ma 30 ml pojemności i trzeba ją zużyć w 6 msc. Jest to ogromna różnica w porównaniu do Golden Rose gdzie płacimy 18,90 zł za 120 ml na rok.

Jak widać nie zawsze warto kupować super drugie produkty do makijażu. Lepiej zacząć od tych tańszych, bo nawet jeśli się zawiedziemy nie wydamy dużo. A być może znajdziemy swój hit.

niedziela, 27 stycznia 2019

Recenzja - Garnier Botanic Therapy kokos i makadamia

Recenzja - Garnier Botanic Therapy kokos i makadamia
Kosmetyki Garnier do włosów zwykle mi służą. Miałam wiele szamponów, odżywek, masek czy kuracji. Nawet słynne serum na rozdwojone końcówki całkiem mi pasowało. Jednak tym razem mam bardziej mieszane uczucia co do nowej serii Garnier Botanical Therapy kokos i makadamia. Używam aktualnie trzech kosmetyków z tej serii i o każdym mam inną opinię. Jeśli chcecie wiedzieć, który mi się najbardziej podoba, albo który w ogóle u mnie nie działa czytajcie dalej :)


Szampon odżywia i nadaje sprężystość

Opis producenta
Szampon do włosów suchych, pozbawionych sprężystości z mlekiem kokosowym i makadamia.  Kremowa receptura ekspertów botaniki to wyjątkowe połączenie mleka kokosowego i olejku z orzechów makadamia, które odżywia włosy i nadaje im miękkość, sprężystość i gładkość.  Szampon nadający miękkości i sprężystości oraz odżywiający dla włosów suchych, pozbawionych sprężystości i szorstkich. Kremowa formuła sprawi, że Twoje włosy staną się miękkie, odżywione i gładkie, bez obciążania.


Moja opinia
Szampon ma bardzo ciekawą konsystencję. Nie jest ani gęsty, ani lejący. Przyrównałabym go do śmietany 18%. Opakowanie jest bardzo ładne, ale też poręczne. Bez problemu korek można otworzyć mokrymi rękami czy szybko zatrzasnąć. Dozowanie dokładnie ilości produktu, jak jest nam potrzebna też nie sprawia problemu. Zapach jest ładny i faktycznie czuć słodki kokos, ale jest to zapach perfumowany i ni jak się ma do świeżego kokosa.


Najważniejsze jest jednak działanie prawda? Ten szampon polecałabym do codziennego użytku. Dobrze myje włosy, ale nie jest bardzo mocno oczyszczający. Jeśli nakładam olej na włosy to najpierw zmywam go innym szamponem, a potem do mycia używam tego, ponieważ oczyszcza, ale nie wysusza włosów czy nie sprawia że są skrzypiące i poplątane.

Zgadzam się, że szampon odżywia włosy i nadaje im miękkość. Jednak wciąż jest też szamponem i można nim po prostu umyć włosy, a potem nałożyć jakiś inny produkt np. maskę i włosy po takich zabiegach nie będą zbytnio obciążone. W zasadzie nie zauważyłam, aby używanie tego szamponu przyspieszyło przetłuszczanie się włosów.


Odżywka nadająca miękkość

Opis producenta
Eksperci Garnier w dziedzinie botaniki wybrali mleko kokosowe i makadamia, by stworzyć unikalną formułę dla włosów suchych i pozbawionych sprężystości. Wyjątkowa receptura sprawi, że Twoje włosy będą sprężyste i odżywione od nasady, aż po same końce bez obciążania ich. Botanic Therapy to siła odżywczego mleka kokosowego i makadamia dla zdrowo wyglądających i naturalnie pięknych włosów.


Moja opinia
Opakowanie jest tak samo wygodne w użyciu jak opakowanie szamponu. Łatwo się wyciska odżywkę w takiej ilości jak potrzebuję. Zapach odżywki jest taki sam jak szamponu. Sama odżywka jest dość gęsta i nie spływa z dłoni, a tym bardziej z włosów. Wystarczy ją nałożyć i poczekać może z minutę aż włosy "spulchną" od niej. Wtedy zmywam odżywkę i ... no i mamy masakrę.

Odżywka faktycznie zmiękcza włosy. Ale nie jest to pożądana miękkość, a poplątane rozmiękczenie. Próbowałam z różnymi szamponami... mniej oczyszczającymi włosy, mocniej oczyszczającymi i nic nie działa. Ta odżywka po prostu za mocno rozmiękcza, a przez to plącze moje włosy. Zupełnie nie jest to efekt jaki bym chciała uzyskać po użyciu odżywki.


Maska 3 w 1

Opis producenta
Kremowa receptura ekspertów botaniki to wyjątkowe połączenie mleka kokosowego i olejku z orzechów makadamia, które odżywia włosy i nadaje im miękkość, sprężystość i gładkość.  Wielofunkcyjna maska 3 w 1 nadająca miękkości i sprężystości oraz odżywiająca dla włosów suchych, pozbawionych sprężystości i szorstkich. Możesz stosować na 3 sposoby: jako tradycyjną maskę, jako odżywkę bez spłukiwania na mokre włosy oraz jako krem bez spłukiwania na suche włosy.


Moja opinia

Maska zamknięta jest w odkręcanym opakowaniu. Przy produktach do włosów nie przeszkadza mi takie rozwiązanie. Wieczko można odkręcić i zakręcić mokrymi rękami, a opakowanie nie wyślizguje się z dłoni. Można też perfekcyjnie dozować ilość. Sama maska ma konsystencję... typową dla masek. Kremowa, ale gęsta formuła umożliwia łatwe aplikowanie na włosy. Zapach jest taki sam jak szamponu i odżywki.

Maskę stosuję tylko na umyte i jeszcze mokre włosy. Nakładam na kilka minut i spłukuję wodą. Nie używałam jej w inny sposób, więc nie wiem czy działa jako kuracja bez obciążania. Natomiast używana na mokro nie obciąża włosów i skalpu, a same włosy zachowują świeżość na standardowy czas.

Natomiast efekt jest bardzo dobry! Po pierwsze włosy są gładkie od nasady aż po końce. Czuje, że są nawilżone, ale też bardzo sypkie. A do tego pięknie błyszczą. Jeśli chodzi o miękkość to czuć, że są przyjemne w dotyku, ale nie są rozmiękczone. Bardzo podoba mi się efekt jaki daje ta maska i używam jej po prostu zamiast odżywki.

Podsumowując...
Jeśli miałabym kupić ponownie kosmetyki z tej serii to wybrałabym szampon, ponieważ nadaje się do używania nawet codziennie oraz maskę, bo daje piękny efekt sypkich, zadbanych i błyszczących włosów. Odżywki na pewno nie kupię. Kuszą mnie inne składniki aktywne z tej serii, ale raczej na pewno zamiast odżywek będę wybierać maski.


środa, 23 stycznia 2019

Moje ulubione azjatyckie kosmetyki 2018

Moje ulubione azjatyckie kosmetyki 2018
Dlaczego azjatyckie a nie koreańskie? Otóż nie ograniczam się tylko do kupowania tak popularnych ostatnio kosmetyków koreański, a celuję też w te produkowane w Japonii. Udało mi się nawet odkryć jeden hit, którego nie opuszczę nigdy (o ile go nie wycofają wcześniej). Co takiego skradło moje serduszko w zeszłym roku?


Softymo Kose Speedy i Deep cleansing oil 

Kose Softymo oleje do mycia twarzy to najlepsze oleje jakie miałam do tej pory. Przez dobre pół roku używałam Speedy, który jest bezzapachowy. Kiedy się skończył kupiłam refil i wlałam w butelkę wersję Deep. Polityka sprzedawania wkładów do kosmetyków jest powszechna w Japonii i w sumie jest to bardzo praktyczne, bo łatwiej wyrzucić opakowanie po dolewce, które jest płaskie i zajmuje mało miejsca niż taką butlę.


Same oleje różnią się składem i zapachem. Deep ma mocny aromat skórki z pomarańczy. Konsystencja jest taka sama i działanie też według mnie się nie różni. Oba oleje są dziko wydajne. Wystarcza mi jedna pompka do umycia twarzy z rana, a 1,5 pompki do zmycia całego makijażu. Tak dokładnie tak: tym olejem zmywam cały makijaż. Rozpuszcza podkład, szminki, tusz do rzęs, cienie, płynne rozświetlacze… wszystko. I to za jednym myciem. A do tego wystarczy go spłukać wodą.

Po tych olejach nie zostaje żadna warstewka na twarzy, ba nawet nie ma filmu na rzęsach. A do tego nie wysuszają i nie czuć ściągnięcia. Są świetne i polecam je wszystkim osobom, które szukają dobrego i azjatyckiego oleju do mycia, lub oleju, który można spłukać wodą do czysta.

Cena też nie jest zła. Za 230 ml w oryginalnym opakowaniu zapłacimy ok. 37 zł a za refil około 29 zł.


Skinfood pineapple peeling gel 

To nie nowość, że najbardziej lubię peelingi, które się wmasowuje jak krem w suchą skórę, a potem spłukuje. Peeling ananasowy od Skinfood to właśnie ten typ. Nakładamy na suchą twarz, masujemy i po chwili czujemy skrawki żelu rolujące się pod palcami, które zawierają też martwy naskórek.

Żel ma ładny zapach, ale ziołowy a nie ananasowy. Nigdy nie podrażnił mi skóry nawet jeśli się zapędziłam i użyłam potem toniku z kwasami. A do tego jest superwydajny, ponieważ na jeden peeling wystarczy ilość ziarnka groszku.

Wystarczy go robić 2-3 razy w tygodniu, aby zobaczyć, że cera jest gładka, promienna i nie ma suchych skórek. A jednocześnie jest też nawilżona i nie podrażniona. Cała pielęgnacja nakładana po tym peelingu wchłania się lepiej. Cena mniej niż 28 zł. Pojemność opakowania 100 ml.


Nexcare acne cover – plasterki na pryszcze 

Nexcare zaczęłam kupować w zeszłym roku i nigdy nie przestanę. Choć w sumie chciałabym już nie mieć ropnych krost! Ale do rzeczy. Nexcare produkuje plasterki do nakładania na ropne krosty, które wyciągają ropę i inną zarazę z pryszcza bez uszkadzania skóry. Koniec z wyciskaniem! Wystarczy nałożyć plaster i po paru godzinach wsiąka w niego wszystko co siedzi w kroście.

Ale uwaga! Działają tylko na ropne krosty, czyli te z żółtym czubkiem. Dopóki ropa nie podejdzie nie ma co go kleić, bo nie zadziała. Jednak, gdy złapie choć zapach ropy to wyciąga wszystko. Czasem na duże krosty potrzebne są 2-3 plastry, ale nadal są superefektywne i co ważniejsze nie uszkadzają skóry. Ceny są bardzo różne, ale za 12-15 złotych kupimy kartonik plasterków.


Tony Moly Pokemon pianka do mycia twarzy 

Koreańskie pianki do mycia twarzy są specyficzne. Ich konsystencja przypomina mi krem do golenia od Nivea. Krem nie piankę, krem! Bardzo gęsty z delikatnie perłową poświatą, który w kontakcie z mokrymi dłońmi zmienia się w super gęsta pianę. Taka właśnie jest konsystencja tej pianki. Co to oznacza?

Że jest szalenie wydajna. W pół roku zużyłam ledwo 2/3 opakowania. Używając jej codziennie! Można ją używać na mokrą cerę masując rękami i spłukując wodą, ale świetnie sprawdza się też do mycia ze szczoteczką np. Foreo, ponieważ piana długo zostaje na twarzy i nie „topnieje” przez co można ją masować kilka minut.

A efekty? Po myciu cera jest skrzypiąco czysta, ale nie sucha, nie ściągnięta i nie wołająca o pomoc. To jedna z dwóch pianek, która nie powoduje u mnie nieprzyjemnego ściągnięcia skóry po myciu. Pianka ma delikatny zapach, ale nie zostaje on na twarzy po myciu. I do tego cena. Za produkt, który starcza na ponad pół roku jest niska… zapłaciłam mniej niż 16 złotych.


A’pieu Nonco Tea Tree emulsja 

Początkowo nie wiedziałam, jak używać emulsji. Myślałam, że używa się jej zamiast kremu. Ale tak naprawdę idziemy w kolejności od najlżejszego do najcięższego, czyli emulsja jest pod kremem. Jeśli macie problemy z krokami pielęgnacyjnymi polecam ten artykuł na Hintigo: https://hintigo.pl/artykul/azjatyckie-kosmetyki-i-pielegnacja-co-warto-wiedziec/ są tu rozpisane poszczególne etapy!

Wracając do emulsji. Od kiedy zaczęłam używać jej pod krem zauważyłam, że moja cera jest lepiej nawilżona. A do tego jednym ze składników jest olejek z drzewa herbacianego, który działa antybakteryjnie. Z jednej strony więc ten produkt podbija nawilżenie cery, a z drugiej przeciwdziała stanom zapalnym. Cena też jest dobra, bo za 125 ml produktu płaciłam około 26 złotych.


Missha Time Revolution First treatment Essence i Borabit Ampoule 

Ta seria produktów, czyli Time Revolution to hit marki Missha. Nie ma chyba osoby, która nie słyszała by o esencji First Treatment.  Zawiera aż 80% koncentratu z fermentowanych drożdży i polecana jest osobom w każdym wieku, a nawet do cery wrażliwej. Co robi esencja? Odświeża i nawilża. A do tego pomaga walczyć z trądzikiem, bo fermentowane drożdże są źródłem witaminy B.

U mnie ta esencja działa też jak aktywator kolejnych kroków pielęgnacji. Podbija nawilżenie każdego kremu nawilżającego. A czasem wklepuję tylko ją, ale 2-3 warstwy i uzyskuje efekt jak po nawilżającym żelu. Ta esencja nadaje się też do zrobienia własnej maseczki w płachcie metodą DIY.

A co mogę powiedzieć o Borabit Night Ampule? Ta ampułka zawiera bifida ferment lysate, czyli bakterie probiotyczne, które stymulują regenerację enzymatyczną. Zużyłam ją do ostatniej kropli. Moja cera była gładka, nawilżona, ale też uspokojona. Pojawiało mi się mniej niedoskonałości.

Obecnie wyszła nowość o nazwie Probiotic Ampoule i mam zamiar ją wypróbować. Ale jeśli się nie sprawdzi to bardzo chętnie wrócę do Borabit. Używałam zestawu miniatur o pojemności 30 ml esencja i 10 ml amupłka. Cena około 42 złote.

Podsumowując… 
Znalazłam kilka kosmetyków, do których jeszcze wrócę. Pianki Tony Moly, plastry Nexcare, esencja i ampułka Misshy oraz oleje Kose Softymo. Na pewno zobaczycie je jeszcze nie raz na blogu. Choć pewnie w innych wariantach.

Copyright © 2016 N. o kosmetykach , Blogger