środa, 12 czerwca 2019

Recenzja - NC Nails Company seria SPA

Recenzja - NC Nails Company seria SPA
Większość osób, w tym ja zna Nails Company z lakierów hybrydowych do paznokci. Jednak w serii SPA można znaleźć mnóstwo balsamów do ciała i kremów do rąk. I właśnie je miałam okazję ostatnio przetestować. Co mnie skusiło? Nie ukrywam, że perfumowane zapachy i błyszczące drobinki były atutem tych kosmetyków. Wszystkie kosmetyki, w tym lakiery możecie kupić na stronie firmy: https://nailscompany.eu/


Perfumowane balsamy do ciała

Latem balsamy do ciała schodzą u mnie jak woda. Zimą aż tak szybko mi ich nie ubywa, choć powinno być na odwrót. Skusiły mnie dwa balsamy.

The ONE - balsam zawiera witaminę E i olej winogronowy. Ma działać kojąco na podrażnienia, zapobiegać wysuszeniu skóry, nawilżać, natłuszczać,  poprawiać elastyczność i jędrność skóry. Zapach jest inspirowany perfumami Paco Rabane Lady 1 million.

Moja opinia:
Nigdy nie miałam tych perfum, więc nie wiem jak pachną, ale zapach jest naprawdę przyjemny. Takich prawdziwie kobiecych perfum, ale nie słodkich i nie za mocnych, ale dość eleganckich. Nie boli od niego głowa, ale utrzymuje się całkiem długo.

Sam balsam jest naprawdę świetny na lato! Rozprowadza się szybko, wchłania się szybko i nie klei się. Skóra jest fajnie nawilżona i faktycznie wygląda dobrze. Powiedziałabym, że jest to balsam do skóry normalnej. Bardzo suche łokcie czy kolana wymagają podwójnej dawki, ale nadal nawilżenie ich jest możliwe.

Balsam znajdziecie tutaj: https://nailscompany.eu/produkt/balsam-do-ciala-the-one/


Summer Felling z drobinkami - tutaj też głównymi składnikami pielęgnującymi są witamina E i olej winogronowy. Również ma nawilżać i natłuszczać, oraz chronić skórę przed wysuszeniem i zbyt szybkim starzeniem. Powinien ujędrniać, nadawać elastyczność i zostawić uczucie miękkiej skóry. Posiada drobinki rozświetlające skórę. Zapach inspirowany jest perfumami Escada Taj Sunset.

Moja opinia:
Tutaj również nie znam tych perfum, ale zapach jest idealny na lato! Dość słodki, ale lekki. Kolejny, po którym nie boli głowa. Jak koktajl owocowy z cukrem. Bardzo mi przypadł do gustu.

Działanie balsamu też oceniam bardzo dobrze. Skóra jest gładka, miękka, elastyczna i nawilżona. Na łokcie i kolana faktycznie warto nałożyć trochę więcej. I ten balsam nie zostawia lepiącej się warstwy, a wchłania prawie do zera. Natomiast drobinki to magia, której nie umiem uchwycić na zdjęciu :) Jest ich mnóstwo, ale są bardzo małe!  Świetnie wyglądają zwłaszcza na opalonej skórze (u mnie na samoopalacz). Jednak trzymają się mocno. Nawet noszenie legginsów ich nie starło z nóg, a ręce po nakładaniu trzeba bardzo dokładnie umyć, ponieważ drobinki lubią na nich zostać. Nie uważam tego za wadę, ale ostrzegam, że trzymają się mocno.

Balsam jest pod tym linkiem: https://nailscompany.eu/produkt/balsam-do-ciala-summer-feeling-z-drobinkami/


Pachnące kremy do rąk

Mam dwie wersje zapachowe Rebellion i Success. Oba kremy zawierają masło shea czy panthenol. Mają pielęgnować dłonie, zapewniać uczucie komfortu, działać kojąco na podrażnienia czy zwiększyć elastyczność.


Moja opinia:
Jak dla mnie kremy różnią się tylko zapachem :) Rebellion jest inspirowany Manifesto Elixir, a Success Olympeą. Bardzo dobrze się wchłaniają. Nie zostaje na dłoniach lepka warstwa, czego nie znoszę. A jednak działają. Nawilżają, ale nie sprawiają że dłonie są nagle śliskie czy tłuste. Można spokojnie nakremować ręce i za chwilę dalej pracować. Poziom nawilżenia jest na tyle dobry, że nie mam już problemu z suchymi kostkami.

Znacie te produkty? A może kojarzycie markę tylko po lakierach hybrydowych do paznokci?


wtorek, 28 maja 2019

W trosce o włosy farbowane

W trosce o włosy farbowane
Każdy, kto poddaje włosy koloryzacji, chciałby cieszyć się jej efektami jak najdłużej. Tymczasem często zdarza się, że kolor szybko się wypłukuje i blaknie, a kondycja włosów pozostawia wiele do życzenia. Na szczęście można tego uniknąć. Najważniejsze jest to, aby do koloryzacji i pielęgnacji farbowanych włosów wybrać odpowiednie produkty. Zacznijmy od początku, czyli od farby.


Farby do włosów
Farby do włosów, w niezliczonych kolorach można znaleźć już nie tylko na półkach profesjonalnych salonów fryzjerskich. Dostępne są w drogeriach, sklepach internetowych, a nawet sklepach wielobranżowych. Niestety, wiele z tych farb nie jest godnych nawet Twojego spojrzenia. Po ich zastosowaniu, zamiast cieszyć się nowym, pięknym kolorem, będziesz pilnie poszukiwała sposobu na regenerację włosów. Farbą, którą z czystym sumieniem mogę polecić jest Loreal Majirel.

Loreal Majirel
Jest to seria farb w kremie do trwałej koloryzacji. Paleta kolorów jest niezwykle bogata – zawiera blondy, brązy, beże, opalizujące fiolety, popiele, czerwienie, a także odcienie miedziane i złociste. Bez wątpienia każdy znajdzie w niej kolor idealny dla siebie. I choć to bardzo ważne, to nie najważniejsze. Przede wszystkim farby te pozytywnie wpływają na kondycję włosów. Jak to możliwe? Dzięki zaawansowanym technologiom Ionene G i Incell. Wzmacniają spoiwa międzykomórkowe wewnątrz włókien włosów. Odżywiają kosmyki i uodparniają je na uszkodzenia. Co więcej, farby Majirel skutecznie maskują siwe włosy.

Pielęgnacja po koloryzacji
Pielęgnacja po koloryzacji jest niezwykle ważna. Odpowiednie kosmetyki pomagają włosom wrócić do dobrej formy, a także wpływają na intensywność i trwałość efektów zabiegu. W tym miejscu chciałabym podzielić się z Wami moim nowym odkryciem. Jest nim seria kosmetyków Biolage R.A.W. Color Care.

Biolage R.A.W. Color Care
Kosmetyki te wychodzą naprzeciw wszystkim potrzebom farbowanych włosów. Dzięki nim nie musisz przejmować się negatywnymi konsekwencjami zabiegów chemicznych. Receptury tych produktów oparte są na oleju kokosowym, oleju sojowym i z rośliny limnanthes. Dzięki nim włosy zyskują optymalny poziom nawilżenia i intensywne odżywienie. Są chronione przed destrukcyjnym działaniem wolnych rodników i innych czynników zewnętrznych. Kosmetyki te pozytywnie wpływają także na efekty koloryzacji – intensyfikują je i przedłużają. Włosy są idealnie gładkie, miękkie w dotyku i lśniące.
Na wyjątkowość produktów Biolage R.A.W. Color Care wpływa także to, że w 86-98% składają się z substancji pochodzenia naturalnego, nie zawierają silikonów, parabenów i sztucznych barwników, a ich formuły są biodegradowalne w ponad 90%. Opakowania kosmetyków Biolage R.A.W. wykonane zostały z recyklingowanego plastiku.

Nie przepłacaj
Profesjonalne kosmetyki są ogólnodostępne, jednak nie warto przepłacać. Dlatego ja polecam zakupy internetowe. A konkretnie sklep z sklep z kosmetykami Ogalo.pl. Bogaty asortyment i bezkonkurencyjne ceny zachęcają do zakupów.

poniedziałek, 6 maja 2019

Recenzja - Nowości marki Efektima peelingi w saszetkach i mus do mycia ciała

Recenzja - Nowości marki Efektima peelingi w saszetkach i mus do mycia ciała
Peelingi do ciała to jak dla mnie muszą być mocne zdzieraki. Nie używam ich często, ale jak już zrobię peeling chcę poczuć, że mam cudownie gładką skórę. A z drugiej strony nie chcę, aby była sucha lub "podrapana". Nowością dla mnie są peelingi Efektima w wygodnych saszetkach po 30 ml.  Ogólnie dostępne są cztery wersja. Ja używałam dwóch: sól i awokado oraz cukier i czarnuszka. Jak się sprawdziły? Mus do mycia ciała to także dla mnie nowość. Pianki, żele, olejki - wszystko to miałam, ale mus gości u mnie pierwszy raz. Czy go lubię?


Efektima peeling do ciała sól i olej z awokado

Pierwszy raz używam peelingów w saszetkach, ale jest to bardzo wygodne rozwiązanie! Po pierwsze taki peeling można wziąć ze sobą w podróż. A przecież dopiero co skończyła się Majówka, więc pewnie sporo osób musiało kombinować próbki i odlewki, aby zabrać ze sobą zdzierak. I po co? Wystarczy kupić zgrabną i wydajna saszetkę. Saszetki mają 30 ml pojemności, co naprawdę wystarcza na całe ciało. Po rozcięciu saszetki w środku na ściankach zostaje całkiem sporo produktu, więc warto nie tylko go wycisnąć, ale i rozciąć całkowicie, aby wydobyć całość.


Producent obiecuje nam po prostu wygładzenie ciała przez peelingujące drobinki soli oraz przywrócenie jej komfortu olejem z awokado. I tak też się dzieje. Jednak myślałam, że zapach będzie przywodził na myśl maślane awokado, a tu niespodzianka, ponieważ jest bardziej rześki, trochę cytrusowy.


Sam peeling ma konsystencję gęstej pasty, ale po rozmasowaniu na skórze olej się roztapia, a sól zaczyna wydobywać. Jest to bez wątpienia mocny zdzierak! Ponadto soli nie można nakładać na zmienione chorobowo miejsca czy ranki, a nawet na skórę po depilacji, bo będzie piekło. 


Ten peeling naprawdę mocno zdziera, ale nie zostawia czerwonych śladów na skórze. Sama skóra jest po nim przyjemnie gładka i lekko natłuszczona. Na plus jest to, że nie muszę po nim używać balsamu, ale też sam olej nie zostaje na skórze jako gruba warstwa, a raczej bym powiedziała, że się w nią wtapia i odżywia ją. Skóra ma ładny połysk, ale warstwa oleju nie jest mocno wyczuwalna. Nie przenosi się na ubrania! Ogólnie bardzo mi przypadł do gustu ten peeling.

Efektima peeling do ciała cukier i olej z czarnuszki

I ten peeling zamknięty jest w saszetce. Także w tym przypadku warto ją rozciąć, aby wybrać produkt ze ścianek wewnętrznych, do którego się przylepia. Poza tym nie ma żadnego problemu z jego stosowaniem czy choćby wyciskaniem z saszetki, bo to idzie sprawnie.


Przy tym peelingu producent obiecuje nam natychmiastowy komfort dla skóry, wygładzenie, nawilżenie i natłuszczenie. Zgadzam się z tym. I muszę przyznać, że peelingi cukrowe lubię bardziej niż solne, choć przy porównaniu tych dwóch mam wrażenie, że solny działa silniej.


Zapach jest dla mnie zagwostką. Jest słodkawy, ale nie pachnie jak cukier. Niestety nie wiem jaki aromat ma olej z czarnuszki, ale może to być to? Tutaj konsystencja jest bardziej płynna niż pasta solna z peelingu powyżej. Do tego granulki cukru są lepiej widoczne i lepiej wyczuwalne, ale też jakby były mniej ostre? Sam peeling działa świetnie! Usuwa naskórek, wygładza i nie powoduje pieczenia (jak sól gdy trafi się na rankę). Jednak jest nieco mniej silny niż peeling solny, co jest też plusem! Jeśli macie normalną w kierunku delikatnej skórę lub drobne ranki czy robicie peeling po depilacji, to ta wersja będzie bardziej odpowiednia! Też lekko natłuszcza skórę, ale olej nie przenosi się na ubrania, ani nie zostawia warstwy, która by nam przeszkadzała. Nie mam potrzeby nakładać balsamu.


Podsumowując oba peelingi działają jak producent je reklamuje. Są to mocne zdzieraki, które doprowadzą skórę do gładkości raz dwa, a dzięki zawartości olei pielęgnują i odżywiają. Skóra jest nie tylko gładka, ale też miękka i lekko natłuszczona. Poza tym oba pięknie pachną i ten zapach zostaje na jakiś czas na skórze.

Efektima myjący mus do ciała ekstrakt z malin i olej ryżowy

Musu do ciała używam pierwszy raz. Dlatego też byłam bardzo ciekawa co to jest! Jeśli śledzicie mój IG @n.o.kosmetykach to mogliście zobaczyć unboxing paczki z cudami od Efektimy i moje zachwyty nad zapachem i konsystencją tego musu. Tutaj producent nam obiecuje rozpieszczenie zmysłów. I poniekąd się zgadzam. Ale uwaga: zapach może być mylny, bo przywodzi na myśl tak mocno gumę balonową, że obawiam się, iż ktoś mógłby go serio zjeść!


Mus zamknięty jest w plastikowym, odkręcanym opakowaniu o pojemności 200 ml. Kolor jak widać piękny i różowy. Zapachu nie widać, ale dla mnie to jest dosłownie guma balonowa! Bardzo mi się podoba i co ciekawe zostaje na skórze po myciu. Jeśli nie używa się potem balsamu czy perfum.


Jako myjadło sprawdza się nieźle. Powiedziałabym, że jest delikatny. Lekko się pieni i nie zostawia uczucia suchej skóry, wręcz przeciwnie skóra jest normalna i przyjemna w dotyku. Jedynie wydajność nie należy do najlepszych, ale to może być też plus! Jeśli szybko zużyjemy mus, to zapach nam się nie znudzi :)




wtorek, 2 kwietnia 2019

Recenzja - Catzy Healing szampony przeciwłupieżowe

Recenzja - Catzy Healing szampony przeciwłupieżowe
Marka Catzy ma w swojej ofercie bardzo wiele ciekawych kosmetyków do włosów. Znaleźć można wszystko i kosmetyki do koloryzacji czy stylizacji, ale też do pielęgnacji. Od początku marca używam dwóch szamponów z linii Healing, czyli szamponów przeciwłupieżowych i dzisiaj chciałabym wam napisać czy warto. Ponadto zmieniłam też jakiś czas temu kolor włosów na jasny i bardzo trudno jest mi dobrać odpowiednią pielęgnację. Czy szampon przeciwłupieżowy przy mocno rozjaśnionych włosach to dobry pomysł? Zaraz się przekonacie.


Moje włosy i skalp

Łupież zwykle kojarzy się z białymi pyłkami we włosach i na ramionach, które są widoczne zwłaszcza na ciemnych ubraniach. Jednak nie zawsze tak jest. Mój skalp przez długi czas daje mi w kość swędzeniem. Kiedyś myślałam, że to uczulenie na SLS czy podrażnienie od detergentów tak silnych jak SLS. Jednakże swędzenie pojawia się też po umyciu włosów i głowy szamponami naturalnymi, a nawet kostką Lush. Okazało się, że to prędzej objaw łupieżu niż uczulenia. Od czasu do czasu  mój skalp zrzuca też łuski, po prostu nadmiernie się złuszcza, ale nie jest to stałe i tak samo nasilone. Czasem widać to bardzo mocno, zwłaszcza na poduszce rano, a czasem przez wiele tygodni nic się nie dziej. Oprócz swędzenia, bo tu zawsze na drugi dzień po myciu swędzenie wraca.


Przejdźmy do włosów samych w sobie. Już mi nieco odrosły od skalpu, a więc od góry mam "swoje" szare włosy, które są proste, grube i dość sztywne. Przez rozjaśnienie z brązu do bardzo jasnego blondu, pozostała część włosia jest cienka, pusząca się i bardzo sucha. Na każdym zdjęciu kolor wychodzi inaczej. Ale rozjaśnienie brązowych włosów mam przez zrobienie pasemek. I rozjaśnione włosy bardzo mocno mi się puszą, więc obawiałam się efektów szamponu przeciwłupieżowego. Niesłusznie.


Szampon przeciwłupieżowy
Opis producenta:
Szampon zawiera substancję aktywną, pirytionian cynku w stężeniu 1%. Ilość zastosowanego związku sprawia, że produkt działa bardzo skutecznie w walce z łupieżem i jego następstwami. Healing Shampoo starannie oczyszcza skórę głowy i eliminuje łupież. Poza właściwościami przeciwłupieżowymi, pielęgnuje włosy, nadaje im blask, miękkość i puszystość. Ma przyjemny, migdałowy zapach.


Szampon przeciwłupieżowy ziołowy
Opis producenta:
Healing Herbal Shampoo przeznaczony jest do stosowania w przypadku łupieżu i włosów silnie przetłuszczających się. Posiada właściwości oczyszczające, eliminuje łupież. Nadaje włosom puszystość i połysk. Obok pirytonianu cynku 1%, substancji o działaniu przeciwbakteryjnym i przeciwgrzybiczym, wzbogacony jest w ekstrakty z brzozy, rozmarynu, rumianku i pokrzywy, substancji o działaniu przeciwłojotokowym i przeciwłupieżowym.


Moja opinia:
Opisuję te dwa produkty razem, ponieważ dla mnie mają tylko jedną różnicę w działaniu. Obie butelki mają taki sam kształt, korek i nawet kolor produktu. Mimo, że zielona wersja jest wzbogacona ziołami to nie wyczuwam zmian w zapachu. Sam zapach jest bardzo ładny, ale i delikatny. Włosy go nie absorbują i nie pachną szamponem po myciu.

Jak możecie zobaczyć na zdjęciu kolor jest taki zielonkawo-niebieski ale nie koloryzuje włosów. Sama konsystencja jest dość ciekawa. Bardziej jak emulsja niż jak typowy szampon. Żeby umyć włosy najpierw je moczę, potem nakładam odrobinę szamponu na ręce, pienię go w rękach i nakładam na skalp. Spieniam, czekam około minuty i nabieram drugą małą porcję szamponu i myję długość włosów. Spłukuję i przechodzę do standardowej pielęgnacji, czyli odżywka na długość, a po spłukaniu mgiełka do włosów i suszenie suszarką. Przy skalpie szampon nie zawsze się dobrze pieni, ale jak zmoczę bardziej włosy i naniosę porcję na długość i pomasuję drugi raz skalp, wtedy piany jest sporo.

Dodam, że używałam tych szamponów najpierw dwukrotnie tego samego, a potem naprzemiennie. Producent zaleca używanie codziennie, ale ja myję włosy co 2-3 dni i tak też używałam tych szamponów.

Skalp - już po pierwszy użyciu zielonego szamponu (bo od niego zaczęłam), zauważyłam zmniejszenie swędzenia skóry głowy, po drugim użyciu ustąpiło. Podczas używania czerwonej wersji swędzenie nie powróciło. Dotykając palcami skóry głowy czuję, że jest jednolita. Nie mam żadnych strupków, jak to bywało kiedyś, nie mam też śladów białego naskórka. Z całą pewnością mogę powiedzieć, że oba szampony mi pomogły. Po umyciu czuć też, że skalp jest bardzo czysty i odświeżony. Ale nie czuję ściągnięcia czy coś takiego. Jest naprawdę czysty i ma się dobrze.

Włosy - tutaj jestem bardziej zaskoczona wersją zieloną, ponieważ o cały jeden dzień (co najmniej 24h) przedłuża świeżość włosów. Czerwony szampon też myje bardzo dobrze, ale to po zielonym zauważyłam, że mam włosy czyste dzień dłużej. Same włosy po umyciu (mimo nakładania odżywki i mgiełki) są odbite u nasady, miękkie i swobodnie opadają. Nie są spuszone, ale zaraz po umyciu, gdy są jeszcze mokre widzę, że są poplątane. Jeśli nie dałabym odżywki, zapewne miałabym problem z rozczesaniem. Natomiast włosy są naprawdę czyste, ładne, miękkie (ale nie rozmiękczone) i błyszczące. Na blond pasemkach mam efekt przetykania złotem i wiem, że to nie od odżywki czy mgiełki, bo one nie dają takie efektu.


Podsumowując
Jestem pozytywnie zaskoczona, że dzięki tym szamponom pozbyłam się problemu nękającego mnie od lat, a do tego włosy są w super stanie. Bałam się, że bardziej leczniczy szampon z 1% pirotonianu cynku może je po prostu wysuszyć, bo i tak są suche po rozjaśnieniu. A tu nic takiego nie miało miejsca. Tak naprawdę moje włosy są po nich świetne. Ładnie wyglądają mimo, że są mocno zniszczone. Szampony są bardzo wydajne, zwłaszcza używane na przemian wystarczą mi na bardzo długo. Co mnie cieszy, bo są naprawdę świetne. Nie spodziewałam się po szamponie przeciwłupieżowym efektów pielęgnacyjnych. A tu proszę ;)


czwartek, 7 marca 2019

Haul - nowości luty 2019

Haul - nowości luty 2019
Moje powtarzanie: nic nie kupuję w tym miesiącu, jest już pewnie nudne. Nawet nie będę udawać, że moje zakupy są normalnej wielkości, bo nie są. Hmm może jeśli ktoś robi zakupy raz na kilka miesięcy, to moje jedne są porównywalne. Ale to też oznacza dużo nowości do testowania i recenzje dla was. Nie ukrywam, że sama czytam recenzje na innych blogach, jak mam wątpliwości. Zapraszam do oglądania zdjęć, bo tekstu zbyt wiele nie będzie :)


Wszystko razem prezentuje się tak. Dwa zestawy kosmetyków i mnóstwo pojedynczych. W sumie w tym haulu jest wszystko. Od produktów do pielęgnacji, po makijaż.


Na pierwszy ogień zakupy z ebay.com. Od lat kupuje na ebay koreańskie kosmetyki. Ostatnio jednak ograniczam się ... do plastrów na pryszcze od Nexcare. Tym razem kupiłam dwupak na zapas. Plus dostałam próbki, w tym balsamu do demakijażu od banila.co, który już od dawna chciałam przetestować.


Z wypadku po chleb do Biedronki oczywiście wyszłam z kosmetykami, bo czemu nie. Kolekcja Bon Bon od Bell dostępna w Biedronce skusiła mnie pudrem do twarzy i rozświetlaczem. Oba produkty już używałam kilka razy i są naprawdę dobre. Antyperspirant Dove kupiłam z okazji Akcji Testuj z Dove, gdzie można było otrzymać zwrot kosztu zakupu. Używam go już dobre trzy tygodnie i nawet jestem zadowolona.


Podkład Hean Camouflage i korektor Radiant Splendor otrzymałam jako nagrodę wygraną w konkursie na Instagramie. Użyłam podkładu już kilka razy i naprawdę mi się spodobał. Korektor jest tylko albo aż rozświetlający, więc to naprawdę fajny komplet.


Kolejny wygrany konkurs na IG organizowany był przez CosmetiCosmos, a do wygrania były kosmetyki Borntree, jak widać trafiły do mnie ;) Serum i krem do twarzy czekają aż coś mi się skończy, o aktualnie mam otwarte aż 4 kremy.


Jak mogliście zobaczyć na Instagramie przefarbowałam włosy z brązu na blond. U fryzjera, spokojnie :) Jednak potrzebują bardzo mocno odżywienia, bo są po prostu suche po tym zabiegu i się puszą. Serię Revlon 10w1 miałam już kilka lat temu i się sprawdzała. Używam jej regularnie i włosy są troszkę lepsze, ale z puszeniem nadal sobie nie radzę. Do zakupów dodałam sobie Lip Smackersa Chupa Chups i działa świetnie, ale zapachu/smaku praktycznie nie ma. Powyższe produkty kupiłam na ezebra.


Od Jolse.com dostałam do przetestowania zestaw Troiareuke Aesthetic Start Kit, którego recenzję znajdziecie tutaj: http://www.nokosmetykach.pl/2019/02/recenzja-jolse-troiareuke-aesthetic.html


Przyszły do mnie też 3 zapachy od perfumetka33ml. Recenzja tutaj: http://www.nokosmetykach.pl/2019/03/zapachy-na-kazda-kieszen-perfumetka-33.html


I ostatnia paczka to maseczki, które zamówiłam do postu "Miesiąc z maseczkami w płachcie - marzec". Miałam już dwie maseczki do Sally's box, domówiłam sobie 4 sztuki i właśnie je testuję. Przyznaję ze względu na promocyjną cenę kupiłam je w drogerii internetowej ekobieca.

Dzisiaj mamy 7 marca i już mogę wam powiedzieć, że post haul marca też będzie duży :) Znacie te produkty? Czekacie szczególnie mocno na recenzję któregoś z nich?


niedziela, 3 marca 2019

Zapachy na każdą kieszeń - Perfumetka 33 ml

Zapachy na każdą kieszeń - Perfumetka 33 ml
Wiele osób nie wyobraża sobie wyjść z domu bez popryskania się ulubionymi perfumami. Niestety luksusowe zapachy są drogie. Zwykle kupujemy sobie flakon z okazji świąt czy urodzin, albo właśnie z tych okazji dostajemy na prezent. Można jednak kupić o wiele tańsze zapachy, w małych pojemnościach, aby mieć je do torebki czy jako alternatywę dla dużego i drogiego flakonu.


Perfumetka 33 ml - jak nazwa wskazuje oferuje zapachy o pojemności 33 ml. Moja trzy zapachy to wody toaletowe o zaperfumowaniu 80%. Wybierać można spośród najpopularniejszych zapachów. Do mnie trafiły alternatywy Jimmy Choo, Dior Poison Girl i Victor Rolf Flowerbomb. Ten ostatni mam w oryginale i zdecydowałam się na niego, aby porównać zapachy.


Nie umiem wyobrazić sobie po opisie zapachu czy mi się spodoba. Dlatego zawsze muszę sugerować się testerami czy miniaturkami. Pojemność 33 ml to z jednej strony bardzo dużo do testów, a jeśli zapach nam się spodoba to też starczy na dłuższy okres czasu niż tester 1,5 ml.

Dior Hypnotic Poison mnie kusił, ponieważ był wymieniony przez Jeremy'ego Fragnance (kanał na YT) jako jeden z najbardziej kobiecych zapachów, które najlepiej działają na mężczyzn. Ale dla mnie jest za słodki i mimo, że ma w sobie elegancką nutę, to nie jest to zdecydowanie mój zapach. Dobrze, że mam tylko 33 ml :)

Victor i Rolf Flowerbomb to zapach dobrze mi znany od zeszłego roku. W oryginale otwiera się zapachem kwiatowym i zmieni w bardziej słodki, kobiecy, ale nadal z wyczuwalnym jaśminem, zapach. Zawsze wyczuje jaśmin i w każdych perfumach. Zapachy są naprawdę bardzo podobne. Jeśli chcecie sprawdzić czy wam pasuje albo od noszenia nie boli was głowa, to perfumetka będzie świetnym pomysłem.

Jimmy Choo by Jimmy Choo - to zapach mocny, elegancki, trochę orientalny. Bardzo ładny i kobiecy. Ale dla mnie na większe wyjścia właśnie przez tą elegancką nutę. I może na wieczór do ładnej sukienki?


Jeśli chodzi o trwałość zapachu na skórze to musicie wziąć pod uwagę to jak zachowują się inne zapachy. U mnie niektóre znikają po 3-4 godzinach, inne po 5-6 godzinach, a niektóre trzymają się ponad 8 h na skórze. Te od perfumetka zaliczają się do tych średnio trwałych. Ale ważne jest m.in. pH skóry, potliwość i to czy pryskamy perfumy na nakremowaną skórę czy "gołą".

Wymienione zapachy i o wiele więcej można znaleźć na stronie https://perfumetka33ml.pl/ Męskie oczywiście też są!

czwartek, 28 lutego 2019

Recenzja - [JOLSE] TROIAREUKE Aesthetic Start Kit

Recenzja - [JOLSE] TROIAREUKE Aesthetic Start Kit
Jolse to sklep internetowy, w którym można kupić koreańskie kosmetyki. Ceny są o wiele bardziej przystępne niż te oferowane przez polskich sprzedawców. A do tego wybór jest ogromny - od dobrze znanych i popularnych marek, po mniej znane... przynajmniej w Polsce. Co jakiś czas Jolse organizuje też akcje szukania testerek produktów. Właśnie z takiej akcji trafił do mnie zestaw Troiareuke Aesthetic Start Kit. Bardzo się ucieszyłam, ponieważ są to kosmetyki oparte o wąkrotkę azjatycką, która ponoć działa cuda na cerze trądzikowej. Czy u mnie zadziałały?


Obietnice producenta:
Ekskluzywny zestaw startowy, który utrzymuje równowagę pH i poprawia problemy skórne. Skutecznie nawilża skórę i działa przeciwstarzeniowo / przeciwzmarszczkowo. Odżywia z głębokiej skóry i odmładza skórę, dzięki czemu jest zdrowy i jasny.

Poniższy zestaw startowy zawiera następujące Oil Cut Cleansing 55ml H + Moisture Cocktail 70ml + + Recovery cream 25 ml

Cena: 79$

Zestaw możecie kupić na jolse.com lub bezpośredni link http://jolse.com/product/troiareuke-aesthetic-start-kit/14958/


Moja cera:
Szybko przypomnę, że moja skóra ma już ponad 28 lat, a mimo to nadal mam problemy z trądzikiem, blizny po trądzikowe, różne przebarwienia, rozszerzone pory, a nawet tzw. wągry. Nie ma dnia, żebym nie miała choć jednego ropnego pryszcza. Choć używałam już chyba wszystkiego, aby mieć ich jak najmniej. A do tego w okresie zimy mam bardzo suchą skórę pod oczami i na policzkach, przy czym strefa T - głównie czoło, mam dość tłuste.


Moja opinia:

Od całego zestawu oczekiwałam dużo, ponieważ jest on drogi, a do tego pojawia się na nim informacja, że to produkt profesjonalny.


Oilc cut Cleansing - to żel do mycia, który się nie pieni, albo na tyle słabo, że nie zauważyłam. Natomiast używam go na suchą cerę rano, masuję i zmywam wodą. Cera jest skrzypiąco czysta, ale nie wysuszona. Naprawdę bardzo ładnie myje twarz i kolejne kosmetyki wchłaniają się potem lepiej. Można nim zmyć też makijaż. Wystarczy go rozprowadzić i masować na makijażu, a potem spłukać wodą i śladu nie ma. Jest też wydajny, ponieważ wystarcza jedna, duża kropla na jedno mycie.


H + Moisture Cocktail - to połączenie skoncentrowanej ampułki i Skin complex formula, czyli jakby toniku. Wymieszałam od razu ampułkę i tonik. Wystarczy spryskać twarz i wklepać. Dla mnie ta formuła jest dość ciekawa. Zachowuje się jak woda, ale w dotyku przypomina żelową śliskość. Szybko się wchłania i pozostawia uczucie ukojenia i nawilżenia. I jest też wydajny, ponieważ wystarczy 2-3 pryśnięcia, aby na twarzy pozostała warstewka wody do wklepania. Nie używam go na wacik, bo mi szkoda.


Recovery cream -  krem do twarzy, który można używać też punktowo. Przez pierwsze dwa tygodnie używałam go na całą twarz, a potem tylko na najbardziej problematyczną strefę T, gdzie mam dużo przebarwień po niedoskonałościach i świeże krostki. Ten krem bardzo dobrze nawilża, a jednocześnie jest bardzo lekki. Wchłania się doskonale i nie zostawia żadnej warstwy. Nie matuje, ale cera wygląda ładnie i świeżo. Po około 3-4 godzinach zaczyna się wyświecać na czole i nosie, ale dla mnie to norma. Można go używać też pod makijaż. Nie zauważyłam, aby żaden podkład (Hean Camouflage, Maybelline Fit Me, Rimmel Match Perfection) zachowywał się w inny sposób niż normalnie.

Działania to bajka! Wszyscy ludzie z cerą trądzikową i przebarwieniami powinni go spróbować. Wiem, że jest drogi, ale u mnie działa super. Już po pierwszej aplikacji zauważyłam, że krosty goją się szybciej i to nawet te okropne podskórne grudy z osoczem zamiast ropy. A do tego już po 2-3 dniach miałam bardzo mocno rozjaśnione starsze przebarwienia. A te nowsze od aktywnych pryszczy są z każdym użyciem coraz mniej widoczne. Niestety nadal pojawiają mi się pojedyncze krosty, ale jest ich zdecydowani mniej niż było przed rozpoczęciem kuracji tymi kosmetykami. Co ciekawe, nawet jak mi się pojawi ropny pryszcz to szybciej dojrzewa! Na drugi dzień od pojawienia się czerwonej plamy wychodzi ropa, a więc naklejam plaster i już, po paru h jest tylko płaski czerwony ślad, który zaczyna się goić. Nie widziałam takiego działania przy żadnym innym kosmetyku. A z trądzikiem się bujam już ponad 12 lat.


Podsumowując całej serii używam co najmniej raz dziennie od 3 tygodni. Cleanser jest bardzo mocny, dlatego jego szczególnie używam tylko raz na dzień. Mikstura toniku i krem są używane przeze mnie częściej, nawet 2 razy dziennie. Wszystkie produkty mi się podobają przez ich działanie. Ale jeśli miałabym wybrać jeden ulubiony, to jest to Recovery Cream. Wiem, że ta seria kosmetyków opiewa na jeszcze inne produkty i z ciekawości pewnie też je kiedyś przetestuję. Mogę powiedzieć, że obietnice producenta są spełnione. A sam zestaw jest wart tych pieniędzy.

Copyright © 2016 N. o kosmetykach , Blogger